Walka zmierzała ku końcowi. Na polu przeciwnika niebezpiecznie kurczyły się siły. Wygrana była tylko kwestią czasu. Być albo nie być? Najsilniejsi czekali na swój koniec.
Z zachodu powiał cieplejszy wiatr. Z nektarynich oczu patrzał strach przemieszany z nienawiscią. Wtem na arene wkroczył szeregowy Jez Jerzy, mało znana postać medialna.
Nic juz nie bylo pewne...
 Posted by Picasa

This entry was posted on czwartek, 17 sierpnia 2006. You can follow any responses to this entry through the RSS 2.0. You can leave a response.

2 Responses to “ ”

Hooda pisze...

Fajniusie zdjątka. A Jeż Jerzy mnie rozwala, czytałam komiks od M.M.:)

kaczorzduny pisze...

Hejka musze przyznac ze jesli robilas te zdjecia sama to asz straszny talent zwlaszcza te operowanie kolorami pokaze je bratu co si niby za fotograla uwaza jak sie powino robic zdjecia papa