Tak, tak. Wiem, wiem. Nie przepadacie za tym panem. Bo kicz, bo tandeta, bo coś tam. Ale ja go lubię. Bo dał nam niewątpliwy przebój jakim było "Jest już ciemno" i kilka innych.
Można go nie lubić, można na niego pluć, wieszać psy i wyzywać, ale co mu po takim gadaniu? Ma kasiorkę, swoje 5 minut sławy, a tekstami z jego piosenek przerzucamy się w różnych sytuacjach naszego życia. Czego więcej chcieć?
Urzekł mnie swoją energią sceniczną. Na początku podeszłam do tej całej imprezy bardzo sceptycznie. "ojej... feel gra ;>"
niektórzy powiedzą, że wiele mi do szczęścia nie trzeba, ale cóż, kupił mnie z całym bagażem i 20 rybkami w akwarium. Ale to nie tak, że teraz będę im do snu włączać feela, tak po prostu fajnie było i tyle. Bez przesadyzmu.
Na uwagę zasługuje też oświetlenie. Było po prostu boskie! Dawno nie cieszyłam się tak ze światełek. Jak dziecko normalnie... :>
Nie będe ukrywać, że zaszokował mnie i zabił totalnie kiedy zagrał i zaśpiewał "Use somebody" kings of leon.
"kuci-kuci-kuci!"I to ostatnie zdjęcie doskonale odpowiada klimatowi całego koncertu. Był pieruńsko sfetaśny. Ale tak lekkostrawnie sfetaśny. Pomimo szczekającego na niego przy każdej nadarzającej się okazji Pudelka, Kupicha pokazał się z tej fajnej, pozytywnej strony. Koncert zaczął się punktualnie, a Pietrek pokazał, że potrafi się dobrze bawić na scenie i zarażać publikę entuzjazmem i energią.
Zresztą. Feel to feel.
I tyle.
Zdaję sobie sprawę z tego, że ukręcam sobie biczyk takimi tekstami i opiniami, ale kij z tym. Dolewając oliwy do łognia - tak, Rubika też słucham :>










Wstawaj musimy się zmierzyć ze światem, nie damy się pokonać. Wstawaj!



















Całkiem sympatyczne światło.
I poważne zdjęcie pana, który był całkiem sympatyczny i chłodził się napojami z lodówki.
z boku sceny widok też niezły.
Niestety... pogoda nie dopisała, ludzie nie dopisali, chociaż chłopaki dopisali na maxa. Ech no, może innym razem dopisze i nasza wieś? :)




