Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Włóczykij. Pokaż wszystkie posty

5 Comments »

W Dolinie Muminków.
Włóczykij łowi rybki. Rybka wyszła rozbrajająco i świetnie współpracowała ;))
Dała się złowić i pozowała do wszelkich podniebnych wariacji.
Niestety, wkrótce po tych zdjęciach zaginęła. Podejrzewam, że odpłynęła na kolejny plan zdjęciowy...
ale zanim to się stało, odpoczęła przy Włóczykiju. Porozmawiali chwilkę o życiu, śmierci, wodzie na marsie i innych takich i zniknęła.
Proszę zwrócić uwagę na misternie wykonany z zapałek most :> W tle majaczy drzewo wykonane z trzech kolorów gąbki kąpielowej barwionej zielonym tuszem.
Rilax, take it easy! czyli hit wyjazdu do Swarzędza pojawia się także w Włóczykijowych fluidach wczesno wakacyjnych. Tak właśnie smakują przed-wakacje. Jeszcze odrobinę zimno, ale już sielankowo.

a to już inna ryba. Co prawda nie tak atrakcyjna jak atrakcyjny Kazimierz, czy ryba-wpływa, ale róI nagle! (takie nagle zwykle przychodzą niespodziewanie i nagle). Nagle zrobiła się zima... na zamarzniętym strumyku zaczaił się dziwny cień i czekał...
I później po tym nagle pojawiła się Buka i uśmierciła Włóczykija i jego rybkę...
KONIEC.
Bakstejdż.
Przy realizacji zdjęć nie ucierpiała żadna rybka z pianki poliuretanowej, ani żaden Włóczykij z muliny. To wszystko co widzieliście na zdjęciach wyżej to doskonale wyszkoleni aktorzy, którym nie straszna żadna scena. Nawet ta z Buką, która jak dla mnie osobicie byłaby straszna. wrrr!

Przy budowie planu zdjęciowego dzielnie pomagała mi Ania :) To dzięki niej góry w Dolinie Muminków wyglądają jak Karkonosze, a w rzece pływają muszelki znad Bałtyku. A to wszystko w pokrywce od inspektora-gadżeta (mama mówiła, że to to takie coś, co sie w tym kwiatki hoduje).

Powyższe zdjęcia, a raczej tylko 3 z nich można było obejrzeć na wystawie krotoszyńskiego klubu BLENDA. Kto nie był niech żałuje, bo było fajnie :D ale i tak najfajniej było wracać na autobus. Chwiejnym od wernisażowego wina krokiem w towarzystwie Marcinka przemierzaliśmy krotoszyński rynek rozmawiając o sprawach ważkich i tych mniej ważkich. Obiecałam Rogalowi, że umieszczę tu jedną z jego teorii nt. Boga.
Umieszczam.
Bóg jest jak pizza.
nie pytajcie. To jesteśmy w stanie zrozumieć tylko my w powystawową noc...

No Comments »

Powiedz temu, kogo spotkasz, że nie ma końca ta historia...
Wspominałam już, że niesamowicie podoba mi się, jak facet gra na harmonijce?!
Czemu o tym wspominam? Proste...
Klimat tej działkowej sesji tak jakoś dobitnie wiosennie mnie rozłożył i przypomniał coś...
co?
Muminki i Włóczykija...
A szczególnie tego drugiego, z jego odwiecznym spokojem i mądrością.
I jego specyficznym stylem bycia. Jemu do życia wystarczyło tylko kilka rzeczy...
...namiot, wędka, przyjaciele (chociaż trochę głupio wpisywać ich do klasyfikacji "rzeczy"), harmonijka...
Żył z dnia na dzień. Cudowne wręcz są jego mądrości ukazane w książce...
Ech, znów się roztkliwiam nad takimi strasznie infantylnymi rzeczami.
Zresztą co z tego? Może i jestem naiwna. Mnie to odpowiada póki co. Kogo to obchodzi?
Postanowiłam dzisiaj, że zostanę pilotem. Czego? jeszcze nie wiem. Czy każdy kto chciał zostać pilotem wiedział, co będzie pilotował? Chcę dobrze popilotować swoje życie. o. Styknie.
Tak się jakoś sielsko zrobiło...

Skoro o Muminkach mowa, fragment z książki przesłanej mi przez Agatkę;)

"Włóczykij siedział nad wodą paląc fajkę.
-Czy masz wszystko, czego ci potrzeba? - zapytał Muminek.
Włóczykij kiwnął głową potakująco.
-Najzupełniej wszystko - powiedział.
Muminek pociągnął nosem.
-Palisz teraz chyba inny tytoń? - spytał. -Trochę przypomina maliny. Czy to dobry gatunek?
-Nie - odparł Włóczykij. -Ale palę go tylko w niedzielę.
-Ach, tak - odparł Muminek zdziwiony. -Prawda, że to niedziela. No to hej tymczasem, pójdę i położę się!
-Hej, hej! - powiedział Włóczykij"

1 Comment »

To ja, narcyz się nazywam.
Dosyć spontaniczna i dziwna w realizacji sesja kwiecista.
Motyw Włóczykija będzie się przewijał ilekroć będę miała pod ręką aparat, Włóczykija, makro i pół kilograma ciekawego motywu.
Zabawa światłem, dyfuzorkami, długimi czasami naświetlania, makrem, tłem, statywami i w ogóle niecodziennie.
4 sekundy naświetlania. Uczę się nieoddychać. Bo póki co, statyw w porządku, ale kapkę niestabilny i za lekki na takie czary mary. Więc trzeba nacisnąć spust migawki i postarać się przez 4 sekundy nie oddychać i nie ruszać się ani milimetra w prawo czy w lewo.
I kwiatek dla:
Agatki, bo wyraża szczere "aaaj" na widok pewnych zdjęć i ma szczypawiczną traumę z dzieciństwa i spotkam ją już za tydzień.
Sylwii, bo ją boli noga bo zrobiła sobie poważne aua, żeby tak ją chociaż trochę rozweseliło :)
Mundasa, bo ten co miał być jest niewiadomo gdzie i to tak niesympatycznie troche.
Michała, bo od 3 dni dzień w dzień raczy mnie coraz smakowitszymi porcjami zdjęć ;>
Ernesta, bo zrobiliśmy sobie małe dokształcanie z inglisz w autobusie ;)
wiecznych malkontentów, żeby poczuli, że wiosna już przyszła, a to, że deszcz pada, znaczy jedynie tyle, że aniołki płaczą. A po płaczu zawsze (w mniejszych lub większych odstępach czasu) przychodzi śmiech i radość.

I tak co-nieco na deszczowe popołudnie. Endżoj!

Uważajcie na kałuże.

Nie mówię tego, tak o. Bo nie mam nic do roboty. Owszem, mam i to dużo. Co? Pilnowanie wody, żeby nie uciekła w parze z parą. Albo obieranie kiwi. Albo zastanawianie się co jeszcze. Ale proszę was, uważajcie. Opowiem wam małą anegdotkę. Idę sobie ze szkoły. Chodnikiem. Jak zwykle zresztą. I padał deszcz. Nie, sory winetu, wtedy już nie padał, zanosił się na padanie, ale chwilowo się wstrzymywał. Padać nie padał, ale kałuże już porobił. Więc idę. Płyty chodnikowe układają się w dziwne mozaiki. Nie deptam na linie. Chcę pokochać kogoś sensownego, świnie mi się nie widzą. Idźże już wreszcie, mówię do siebie, zostawiając gdzieś z boku tą dziwną metafizykę. I wtem przejechał pan na rowerze, motorze, w samochodzie, autobusie, tramwaju, w trolejbusie i na hulajnodze. I rozpruł kałuże na milion kropel. I kilka z tych milionów kropel zadomowiło się gdzieś na mnie. Nie mówię wam tego, żebyście mieli jakiś uraz do kropel i do kałuż. Nie, bo te są naprawdę w porządku. Mówię to dlatego, że nawet jeżeli nie rozumiecie po kaszubsku, czy ten zielony sok z kiwi ścieracie zwykłą ścierką do naczyń, a nie wilgotną gąbką, to w końcu macie prawo wiedzieć. Powiecie może „wódz nie zdradził szczegółów”, powiecie może także, że to „zbrodnia” albo i nawet mord! O zgrozo, a tu zwykłe rozkropelkowanie. Uważajcie na facetów na hulajnogach. Uważajcie na tanie promocje. Na psy umaszczenia biszkoptowego. Na kudłate Hieronimy. Na zło czające się wszędzie. Na umiarkowany klimat, prognozy pogody na TVN pogoda. Na przypadki losu, zielono-czerwone światła na przejściach dla pieszych i deszcz. Na ten ostatni uważajcie najbardziej. Bo on robi kałuże.

Proszę ja was drogie dzieci,

uważajcie na kałuże.

No Comments »

Śpiewajmy tonem wyzwolonym...
Bursztynek i ten pan Dziad to zdecydowanie dzisiejsze najfajniejsze we współpracy motywy:}
Cynamon. Wreszcie se kupiłam:D za 2zł bodajże w TESCO czy coś;) Cała rodzina kupuje w tesko:P yh:} ale chamska reklama :P
I po raz kolejny cynamonowe wzorki.
przyszpilony cynamon;]
i ponownie, tyle że tu przypinezkowany:}
jabłko z jakimś chłytłym chłytem makertindodym.
i mój kolejny dziś ulubiony motyw. Włóczykij. Dla tego, który odbija mi się 4 letnią zje*** czkawką. Dziś znów.
albo i nie. Nie dla niego. bo po co? skoro i tak ma mnie gdzieś. Moje ulubione zdjęcie z dziś. I niech powędruje do mojego ulubionego pana kolegi:)
a to już standartowo zdjęcie mojego studia. Majkowe studio nagrań. w kolejnej paczce świąteczno-noworocznej trochę więcej njusów. ah.

No Comments »

Mini-mini Włóczykij z muliny
Nie pytajcie mnie, jak powstał, bo naprawdę nie mam zielonego pojęcia:} po prostu, szydełko przyszło do mnie razem z zieloną nitką i powiedziało "Niech się stanie Włóczykij" ot, cała historyja:}
Jest mini mini. Fest mini mini. w planach akcesoria dla Włóczykija ;) namiot, garnek torba, dolina muminków...

Dziękuje tutaj szczególnie Sylwi, bez której by nie było tego Pana w zielonym kapeluszu:) To właśnie Sylwia dała mi dostęp do niezliczonych pokładów muliny za co jestem jej niezmiernie wdzięczna:)

No Comments »

Historia pewnej znajomości...

Jak już wiadomo, Włóczykij to mój idol z dzieciństwa, więc postanowiłam z Malwiną wrzucić go też na ten taki duży balon:} no i oto jest:) Trzeba było go ubrać jakoś, żeby nie świecił golizną po oczach ;)
No ej co, małe ciach czarnym markerem i włala.
Akkkuku:D 100% kadru, żadnych montaży i tak dalej. Ten Włóczykij naprawdę jest takich rozmiarów:)

"w myślach chodź tu do mnie

Poczuj się swobodnie,

Przy mnie bądź, a przy mnie bądź!

A teraz chodź tu do mnie

Poczuj się swobodnie,

Przy mnie bądź, a przy mnie bądź."

ajajaj, w tym momencie zawsze kojarzy mi się taka jedna osoba... hehe:>
I tutaj historia kolejnej balonowo-muminkowej znajomości ;)


cdn.

1 Comment »

Włóczykij. W takiej a nie innej tonacji, bo taki miałam humor i farbki takie miałam:)
Trochę więcej szczegółów, żeby nie było, że jakiś fotomontaż czy coś.
I sama postać Włóczykija. Mój ulubiony bajkowy bohater. Zawsze i wciąż:) Wiecie co w nim było fajnego? to, że zawsze był niezależny, że podążał za swoimi marzeniami, że był WOLNY.

Tyle o samej "scenie", teraz może coś o przeznaczeniu malunku:
Daawno, daawno temu, (szczerze powiedziawszy jakoś pół roku już będzie?) Marcin poprosił mnie o rysunek Włóczykija. Wreszcie, przed paroma dniami udało mi się zrealizować projekt w przypływie nagłej radości i weny. Teraz kiedy już powinnam się z nim rozstać, jakoś nie za bardzo mam na to ochotę... ale u mnie leżałby tylko ten mój Włóczykij a u Marcina se powisi.

Media:
Akwarele, kredki akwarelowe, kredki słota i srebrna,
Aaa, zapomniałabym, te takie kwadraty, to taki mój dziwny pomysł na urozmaicenie :> więc nie fikać kurde.

wszelkie cosie, proszę w komentarzach.
by ja.