W południe lata na krańcu świata...
***
na szybciora, mały spacerek fotograficzny.
Wrzesień idzie.
Praga idzie.
wszystko idzie. że tak sobie bezczelnie sparafrazuje Wielkiego Myśliciela.
can't touch this!
Parafrazując wieszcza obwieszczam.
Bartek przebrany.
Pamiętam, że było wtedy okropnie zimno i z tego powodu cały nasz plan trafił szlag. Śnieg w tamtych okolicach nie prezentował się zbyt dobrze. W ogóle się nie prezentował. Kij i wiosło.
Ale coś tam ustrzeliliśmy zanim zza zakrętu wyszli ludzie i patrzyli dziwnie.
Ale i tak największy strach miałyśmy, kiedy w wagonach coś zaczęło stukać. I nieważne, że stały na bocznicy. Irracjonalny strach, że zaraz cały sznur wagonów ruszy był silniejszy. No dobra, mróz był silniejszy :P
na zaliczenie pracowni komputerowej ;) Co prawda w mojej wersji bardziej zajęcia z techniki/plastyki niż pracowni komputerowej, ale cóż...
Trochę mi to zajęło. Głównie ze względu na bark chęci i lenistwo, niż faktyczny poziom "zaawansowania".
Na zdjęciu Roksana. Jedna z moich wychowanek na świetlicy. Uwielbia aparat. Pozuje też całkiem nieźle.
I jak patrze na te zdjęcia to przypomina mi się pierwsze zdanie Basi wypowiedziane po obejrzeniu efektów spaceru


Designed by Free WordPress Themes. Powered by Blogger. Converted by LiteThemes.com.