Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ludzie. Pokaż wszystkie posty

Licencja(t) na zabijanie.

No Comments »

Licencja(t) na zabijanie.
projektami 'graficznymi' oczywiście jak na kulturoznawców przystało.
Chwila złapania natchnienia w przyszkolnym cmentarzu. Tzn bliskość cmentarza nie ma nic wspólnego ze szkołą. Po prostu on tam jest i ona tam jest. Ale nie wpływają na siebie znacząco, poza tym, że jak wszystkie ławki dookoła są zajęte to w przycmentarzowym parku są wolne.
Czas na metamorfozę.
Metamorfoza - completed.
Aga nadzoruje, czy wszystko idzie zgodnie z planem - idzie.
Ja pikole, zdałyśmy!
Olga postanowiła wykorzystać świeżo zdobytą licencje.
pamiątkowa 'focia' po wszystkim.
I biedna Karolina zestresowana jak nigdy. W sumie też by mnie nerwica brała, gdybym musiała wysłuchiwać szczebiotu wszystkich którzy weszli i zdali a sama mieć wszystko przed sobą.
Emocje powinny opaść, ale nie opadły, tylko nosiły nas pół metra nad ziemią (tzn kogo nosiły, tego nosiły. Mnie szarpało przed wejściem na egzamin, więc zdążyłam się już uspokoić:->)

dalszej części obrządku świątecznego pozwolę sobie nie publikować, dla dobra potomnych i w ogóle.
To był zabawny dzień. Z kupowaniem klapków przez pół godziny, wybieraniem kwiatów które lepsze, ruskimi szampanami, strzelaniem korkami, ojcem chrzestnym w Jarocinie i setką innych śmiesznych spraw.
Lubię lipiec.

No Comments »

W południe lata na krańcu świata...
***
***
***
na szybciora, mały spacerek fotograficzny.
Wrzesień idzie.
Praga idzie.
wszystko idzie. że tak sobie bezczelnie sparafrazuje Wielkiego Myśliciela.

No Comments »

Jagodowo.
Wraz z końcem czerwca pojawiła się u mnie Jagoda.
chwyciła w dłonie naręcze kwiatów i tak już została.
zdziwiona.
i zatańczyła solowo taniec towarzyski.
a później schowała się w liściach.

fajnie fajnie, jeszcze przed egzaminowo wtedy. i przedstudzionkowo. A teraz już poStudzionkowo. kurcze. smutno.

No Comments »

Nawiedzeni. Zduny, peregrynacja 2011
W sumie nawet nie chce mi się zbyt mocno rozpisywać nad tym, co tydzień temu miało miejsce w zdunowskiej parafii. Cała ta peregrynacja to jedna wielka ściema i komercja. Nie czuję tego. Ktoś w pogoni za tak często krytykowaną z ołtarza mamoną urządził sobie po Polsce tour de Maria. Tłum się bawi, a panowie w kempingach ustawionych pod młynem liczą grube pieniądze...
Brakuje tylko Kolorowych Jarmarków z głośników...

No Comments »

Dolores
W krzakach
Koło krzaka.
Nieopodal krzaka.
z głową na drzewie.
z głową pośród drzew.
I z głową wyrwaną z kontekstu ale na ładnym tle ;-)
Ciąg dalszy popołudniowego zdjęciowania z Misią i Dolores. Bonusowo był jeszcze Bartek, ale on za chwilę.
Jest maj. Jest cudownie. Była majówka, wstyd w Dino ;-) za stadionem trudne spotkania z lasem, Kamili ciągłe wyłażenie na papierocha, Padre nad Stawem i dawno nie widziany Rogal. Cóż to była za noc. W sumie jak każda inna, tylko wieczór przed nią nieco dziwniejszy.

Niecałe dwa miesiące do egzaminu, trzeba by się spiąć. A po egzaminach... Studzionki na miesiąc. Jest cudnie ;) no i Enej wygrał MBTM. innymi słowy dobryj den.

No Comments »

Misia.
eye of the tiger :-)
albo raczej of paf :>
Michasia w wersji przestraszonej liścia.
z wachlarzem, bo było upalnie.
i po Misiowemu, na dziko.
i tu też.

Kawałek naszej sekcji fotograficznej :-) dziewczyny miały ubaw, a reszta.... też w sumie miała ubaw :)

Piotrek

2 Comments »

Piotrek
Najbardziej kudłaty model z którym współpracowałam :}
przy okazji najwyższy z dotychczasowych i bardzo sympatyczny :)
za-stadionowy las był tego popołudnia całkiem fajnie oświetlony.
Taką przyjemną miejscówkę wyhaczyliśmy. Z podgrzewanymi fotelami i mnóstwem innych atrakcji.
Las ponownie. Albo raczej skraj lasu.
w potrzasku.
i w lesie. Klimatem przypomina mi nieco Frodo Bagginsa - ulubionego mojego hobbita ;)

Przedświątecznie. Pogoda dopisała. Piotrek dopisał, mój pomocnik-siostra także dopisała. Wszystko wydawało się grać jak w orkiestrze :)
Krótki spacer fotograficzny. Bez większego planu i 'zamysłu'. Na rozruszanie. Dla mnie po 'ludziowym-portretowym' przestoju i dla Piotrka na oswojenie się z obiektywem.

Jestem zadowolona z efektów i czekam na powtórkę :)

uff, po świętach. Żyjemy.

No Comments »

Amerykanie w Ceramie
A właściwie to jeden Amerykanin i nie tylko w Ceramie, bo w wielu szkołach krotoszyńskich był gościem.
Pierwszy dzień w polskiej szkole był dla Douglasa ciężkim szokiem... no dobra, żartuję sobie. Poza tym, że tam mówią po angielsku a tu po polsku, Douglas nie zauważył większej różnicy :-) Co prawda w polskich szkołach wszyscy podniecają się jedną wypaśną, e-tablicą, podczas gdy tam są one w każdej klasie jako standard. Cóż:)
Pomimo różnic kulturowych gra w Kamień papier nożyczki jest ponad podziałami a jej reguły są jasne dla wszystkich :)
Douglas to bardzo sympatyczny gość. Z każdym potrafił się jakoś dogadać i na dodatek umie składać zwierzątka z balonów!
Poza szkolnymi obowiązkami miał także czas na chwilę relaksu. Chwile te wykorzystaliśmy do maksimum, aby pokazać mu dorobek polskiej kultury regionalnej. Tutaj Kaflarnia w Zdunach. Dawno tam nie byłam, a jednak pamiętam niemal każdy kąt :-)
Douglas z zamiłowania rzeźbi, więc możliwość własnoręcznego wykonania kafla była dla niego wyjątkowym uśmiechem losu :) W sumie to tyle, ze Zdun. Na kręgielni nie wiedzieć czemu pozamiatałam i Waldka i Douglasa, chociaż na co dzień idzie mi tragicznie :-> no i chwila wytchnienia w kawiarni i dalej do pracy.
W tym gimnazjum imienia Mikołaja Kopernika jest dziwnie :> Mikołaj straszy z każdej szkolnej ściany w ilości milion pięćset. Tutaj taki pozytywny Douglasowy akcent czyli rozdawanie amerykańskich cukierków za uczestnictwo w zajęciach. Swoją drogą okropnie słodkie te cukierki.
Zajęcia w gimnazjum nr 4.
Cukierasy w biedronce :-)
I ostateczny test umiejętności. Konkurs odbył się w Ceramie.

Nie będę zagłębiać się w merytoryczne wartości tej dwutygodniowej wyprawy. Douglas Wilson przyleciał z Chicago na wymianę. Dwa tygodnie spędzone na 'śledzeniu' jego nauczycielskich poczynań na obczyźnie to za krótki czas, żeby kogoś poznać. Nie mniej jednak Douglas pozostawił po sobie bardzo miłe wrażenie. Swój chłop, pomimo że z Ameryki. Dużo się wydarzyło podczas tych dwóch tygodni, aż trudno sobie teraz wszystko przypomnieć.
Dziwne uczucie wiedzieć, że nigdy więcej się kogoś nie zobaczy... Z drugiej strony - nigdy nie mów nigdy ;)