Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kolory. Pokaż wszystkie posty

2 Comments »

Pusz de baton.

Guziczki, koraliki alabastrowe, crackle, masa perłowa i inne szklane cuda.

Tak generalnie to elementy kolczyków :) tak, dziubam sobie w wolnych chwilach kolczyki:)

i trochę bigli i taki mały bajzel na biurku. Tak jak lubię.

I moja tablica korkowa :D uwielbiam przybijać na nią coraz to nowe "trofea" i przyglądać się jej w czasie zamroków, które zimą dopadają częściej. Może trochę wam i sobie pomogę katalogując ten syf...
od lewej:
-Piórka, szkice, rysunki, nipy, pesele
-pocztówka z Chile, dzięki Darek ^^, zdjęcia od Eweli (cenzurka drobna)
-lizak z Elefantem też od Eweli, dalej Krówka od Agatki, pod spodem prześwituje jakiś stary rysunek, obok projekt maskotki z rękawiczki, zrealizowany dawno dawno temu i mój numerek z szatni z Ceramy :>
-koncertowo- Indios bravos z autografami, Ag, kiedy to było?:D stary kalendarz z 2008 gdzie czas zatrzymał się na koncercie MUCH, obok Pustki, Lao Che, Coma, niżej Mezo, gdzieś pod spodem Stare Dobre Małżeństwo, a obok "prasa" która to pomogła mi trochę dostać się bliżej sceny ;)
-dalej, wejścióweczki w Karkonoszach wspominki z gór. wyżej wrzos z wyprawy na polanę w poszukiwaniu trawy dla króliczasów, bilet na tramwaj z jakąś pamiętną datą, której nie pamiętam,
-kartelucha z narysowanym Nikonem. Jak narazie jedyny nikon jakiego posiadam ;)
-pod spodem kilka portretów Johnny'ego Deppa, Elijaha Wooda i Rufusa Weinwrighta
-na tym wszystkim rysunek od Eweliny a na nim pszczółka Maja i Elefant. Wszystko jasne ;)
-obok kapselek z Tymbarka, Nóż do otwierania listów od Crisa, agrafka, bransoletka od Crisa, trochę guzików, breloków z filcu, butki z Międzyzdrojów, motylek z wystawy i miliony wspomnień.
Nie widać na zdjęciu, ale gdzieś pomiędzy kartkami wciąż leży malutki ususzony chaber podarowany mi przez Łukasza pewnego lipcowego wieczoru na spacerze po zdunowskich polach i lasach.
Miłe chwile.
uch.
4 dni do Studzionek. oficjalnie nie mogę się doczekać :D

2 Comments »

W tamtym ciemnym domu pojawiły się niewiedzieć skąd świetliste cienie...
potem nagły wstrząs... ogniste lśnienie...
prześwietlone oczy, prześwietlone neonami łby, tęczowe włosy i my...
i włączyło mi się śpiewanie. o godzinie 22.35 dnia dzisiejszego. Pora spać.
a podobne zdjęcie i motyw był na konkursie fotograficznym ;) myślałam, że to jakaś skomplikowana technologia a to babie lato uaktywniło się ostatnimi czasy.
A to skojarzyło mi się jednoznacznie z piosenką
"Grajmy panu na harfie, grajmy panu na cytrze, chwalmy śpiewem i tańcem cuda te fantastyczne!"
Live high. Tak w ramach Mrazo-mani. ponownie:}
I trochę jesieni w sadzie.
i znów jesiennie.
i małe makro bez mojej podręcznej makro soczewki:p
Kupiłaś mi książkę z drogą w tytule. Fantazja przeczy nudzie.
rdzawa jesień. Tego mi było trzeba!
All the details in the fabric, all the things that make you panic...
stay strong I'm doing everything!

Takie bokiem strzelone podczas jesiennego spacerku z Karoliną, który to spacerek wkrótce się tutaj znajdzie. Wkrótce także przyjdzie czas na uaktualnienie niektórych kwestii. Kilka zdjęć z wernisażu, z wystawy, i w ogóle :}
Dawno mnie tu nie było. a od tego czasu znów się trochę pozmieniało. No nic no :}
Endźoj.

2 Comments »

Balonowo nad Zdunami
Zaczęło się dziwnie. Zajechałyśmy z Sylwią na Świetlicę, tam Marcin zmęczony, że aż przykro było patrzeć uczył dzieciaki obsługi aparatu. Nie dalej niż pół godziny później uciekliśmy stamtąd prosto do Restauracji Wawrzyniak, gdzie miało odbyć się spotkanie 18 drużyn startujących w zawodach baloniarskich czy coś w ten deseń.
No to pojechaliśmy. Grzało niemiłosiernie. Na miejscu, na parkingu zczailiśmy pomarańczowy padre-mobile i wiedzieliśmy, że będzie ekhem, kolorowo.
Nie przeliczyliśmy się. Chwilę później dopadł nas na czymś tam ogromnym (pewnie parking nr 2, ale wygląda jak pas startowy dla Airbusa 380) i zaczęło się. Od skromnej ironii i delikatnie kąśliwych uwag do czystego sarkazmu. Poezja :} chyba za to lubiłam ten poprzedni rok w kieracie. Ale wracając do balonów. Zaczynało się robić drętwo. Poważne rozmowy poważnych ludzi czyli nie to, co lubimy najbardziej. Po godzinie bezczynnego stania i czekania stwierdziłyśmy z Sylwią "e, spitalamy". I spitoliłyśmy.
Od Wawrzyniaka droga do domu krótka. Spacer zawsze się przyda. Niestety pomyliłam kierunki, którymi powinien iść pieszy na poboczu i przez moment wyglądało to jak gra w żabę (taka prymitywna gra, gdzie przeprowadzało się żaby przez zatłoczone ulice, uch, dzieciństwo:) smsowo pożegnaliśmy się z Marcinem i już byłyśmy na dobrej drodze do domu, kiedy zadzwonił telefon...
Ej, no gdzie wy lecicie? zaraz wszyscy jadą na stadion do Zdun i stamtąd polecą. Zaraz ktoś was weźmie na stopa... no taka ruda, idzie poboczem na Zduny...
No tak, stopa złapałyśmy przed samiutkim znakiem Zduny. Cudnie;D
Ale udało nam się pokierować wycieczką na stadion i wszyscy zadowoleni ruszyliśmy zobaczyć, co też tam się działo. A działy się cuda. Mnóstwo wielkich aut z przyczepami, multum kręcących się wokół ludzi, kosze z wikliny? huk ognia, kilometry sznurków i metry kwadratowe splątanych materiałów, które już po chwili rozrosły się do olbrzymich kształtów.
Trudno to opisać słowami, bo szum dmuchaw i gdzieniegdzie huk wypuszczanego w powietrze ognia był wszechobecny. Z minuty na minutę płachty które do tej pory leżały na ziemi bez życia napełniały się powietrzem, pęczniały, podnosiły się do góry.
I nagle z każdej strony wyrastał wielki olbrzym, stać tam, w epicentrum wydarzeń - bezcenne. Panika w oczach - dokąd uciekać? niesamowite przeżycie!

a ten pan kazał nam podejść do siebie i fotografować, bo drugi raz taka okazja się pewnie nie powtórzy. Raczej miał rację. Niesamowici ludzie. Fanatycy. Od takich możnaby się uczyć miłości do tego, co się robi.
Świetne szelki miał ten pan. To się nazywa kochać to, co się robi.
hop! stawianie na nogi gigantów. W jednym koszu wg. informacji pana ze zdjęć wyżej może zmieścić się od 1 do 3 osób, ale to zależy od wielkości balona. Praktycznie z ziemi, wszystkie były dla nas identycznie ogromne, ale po wzniesieniu się w powietrze dało się zobaczyć różnicę.
a do tego kosza podchodziłyśmy z nadzieją, że nas wezmą na pokład i odlecimy. Nie wyszło:>
Tu dopiero można się nabawić kompleksu niższości. Coś niesamowitego!
No i powstają wreszcie potwory.
Pierwszy, który odleciał. Kiedy startował, ze zgromadzonego na obrzeżach stadionu tłumu wyrwało się ciche "ooo!" niezapomniany widok.
Ha, i Marcin. Mimo zmęczenia odzyskał siły. Jak nie wrzucisz chociaż jednego zdjęcia tam z góry na kolgejtowego bloga, to...
...to będzie nam smutno ;]
Bo z dołu to już wiemy, jak to wszystko wygląda :} a wygląda niesamowicie. Z góry wygląda pewnie jeszcze lepiej.
No i poszybowały nad stadionem, nad orlikiem i w ogóle poszybowały w niebo. Od tego czasu widywano je gdzieś nad Cukrownią, nad czyimś podwórkiem, nad dachem, z balkonu, nad drzewami, nad ratuszem. Zabawne. Gdzie dziś nie wyjdę słyszę o tych balonach. "A ja widziałam takie ogromne balony nad drzewami, na tle nieba, piękne piękne! widziałaś?" pytanie zadawane z taką nutką nadziei, że jednak odpowiedź będzie przecząca - "nie nie widziałam" chciałoby się odpowiedzieć, aby zobaczyć wyraz triumfu na twarzach przechodniów.
A jednak nie mogę tego powiedzieć. Bo dzięki kilku szczęśliwym zbiegom okoliczności byłam naocznym świadkiem tego niecodziennego widowiska. I teraz to ja was zapytam - widzieliście?
jeśli nie, to patrzcie.
i na przyszłość - w niebo też czasem spójrzcie.

No Comments »

Dni Zdun: dzień drugi - The Postman, TBF
Tradycyjne już dla Dni Miasta i wszystkich innych imprez - malowanie buziek. Sympatyczny zwyczaj, choć tak naprawdę nie wiem czemu ma służyć i dlaczego cieszy się taką popularnością ;D
The Postman
Dawno (prócz wczorajszej Alicetea;)
nie słyszałam tak energetycznego zespołu jak tych czterech panów niekoniecznie z Liverpoolu, ale przekazujących dawkę takich emocji i dobrej zabawy jakby byli conajmniej klonami Beatlesów.
Ale muszę się do czegoś przyznać... W tym roku nie udało mi się zlecieć ze sceny, tak jak to miało miejsce w zeszłym roku na koncercie Scarsów ;}
Podobała mi mimika ostatniego z Beatlesów.
W sensie tego. Bo stał ostatni.
Close your eyes and I'll kiss you 
Tomorrow I'll miss you, 
Remember I'll always be true. 
And then while I'm away, 
I'll write home every day 
And I'll send all my loving to you.
                                                          (All my loving The Beatles)
A ten z Beatlesów-Postmanów był wyjątkowo sympatyczny. Puszczał oczka, uśmiechał się i widać było, że całkiem dobrze sie bawi.
Generalnie rzecz biorąc, Postmani dali naprawdę fajny koncert, pełen energi, humoru i beatlesowego spleenu. Jak już wspominałam naszemu Padre, szkoda tylko, że grali tak wcześnie - widownia niestety nieszczególnie dopisała. Gdyby wystąpili zamiast Maraqui, było by git. Bo te owoce hortexu były naprawdę (dla mnie, nie wiem jak dla innych) żenujące i basta. Z tego też powodu nie będe was raczyć ich zdjęciami (bo i nie mam ich szczególnie wiele; )
_____________
TBF
Technikum Budowy Fortepianów, albo Tajna Banda Fibingiera. Zagrali i zaśpiewali jako support Mezo. Jak na moje całkiem fajnie, niestety Maraquje zrobiły poślizg czasowy i TBF weszli w czas, który miał być początkiem koncertu Mezo, przez co publiczność raczej chciała, żeby jak najszybciej zeszli ze sceny. Rządni krwi, potu i hip-hopu rodacy z mojej wsi z radością odebrali fakt, że TBF skończyło grać i zeszło ze sceny. No cóż, Gwiazdy to Gwiazdy - wywołują skrajne emocje.

Ale tak szczerze mówiąc, fajna z nich banda. Nawet jeśli tajna. W Gimnazjum, jakieś dwa miesiące temu zrobili prawdziwe szoł. Z bisami, oklaskami i w ogóle :) 
__________
No dobra.
to teraz czas na?....
Mezo. 

1 Comment »

Z Ewą i Sylwią w poszukiwaniu kwiatu paproci.
(ani kwiatu, ani paproci)
Pasowałoby mi do headerka na kavie :} "can't touch this" Kto wie? może niebawem?
Ten motyw wymagał kilku akrobacji z obu stron, podrapanych rąk, kombinacji alpejskich, ale warto było dla takiego efektu :}
uch, mnóstwo robactwa tam było, nosz strasznie i trudno było znaleźć odpowiedni krzak, który nie miałby takich ozdobników, ale wspólnie dałyśmy radę.
Czerwone butki.
Ewaaa, zrób duże oczy ;D
A to mnie urzekło. Fajne światło, drzewa i w ogóle.
"Majkaa, a tam jest taka szpara! choodź!"
I kolorki.
Buszująca w zbożu
I Kasia.

Dobra, weekend minął sympatycznie, chociaż w piątek rano się nie zapowiadało. Generalnie miałam być w górach, ale dobrze się stało. W piątek pojechałyśmy z Sylwią do Krotoszyna. Było całkiem zabawnie. Wpierw Dawidki, Dareczki, później Marciny, Bartki, Mixery i inne Blendy. Sympatyczne popołudnie w bardzo sympatycznym towarzystwie. Sobota... nie wiem, już nie pamiętam. Aaa, wieczór z Mrazem :}
a niedziela? niedziele możecie oglądać wyżej. Plus miłe spotkanie z Kamilem (mam nadzieje, że nie będziemy musieli od jutra szukać dłutek... ew. druga opcja - obiecuję, że jak Cię będą boleć ręce, to Cię zmienię;)
No dobra, dzięki Wam wszystkim - szczególnie Sylwii i Ewie, bo było fajnie. Tak fajnie, jak już dawno nie pamiętam, żeby było...

a w głowie wciąż ta propozycja...