Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zima. Pokaż wszystkie posty

No Comments »

Time to say goodbye.
Pogoda w ten ostatni dzień pogorszyła się znacznie.
Nie spadło z nieba nic nowego. Za to Orawiak (ponoć gorszy od halnego, bo zimny) wiał z prędkością 120km/h . Ponoć jak halny wieje, to ludzie wariują. Niestety, przekonaliśmy się o tym na własnej skórze.
Kaśka z Moniką i nieznośnym w tym roku Barym. Wyjście z nimi na babską wyprawę do lasu grozi trwałym kalectwem :D i te 'wilki' na skraju lasu...
tak, czekałam, aż przyjdzie ktoś i odgoni Bariego, bo rzucał się dziś jak wściekły.
Wieje halny, widoki ekstra. Klimaty ciężkie. Jakiś facet powiesił się na Szlembarku.
I to drzewo. Podobało mi się.
Przedostatni dzień. Idziemy do sklepu. 3h nam zeszło.

Ochotnica. Latem kąpaliśmy się w niej, teraz bym nie zaryzykowała.

Podsumowując - było fajnie.
Inaczej niż rok temu. Bardziej refleksyjnie i spokojnie. Bez złamań, bez obrażeń wewnętrznych, bez komplikacji. Z niewielkim strachem po oglądaniu filmów do 2 w nocy. Z przeraźliwym halnym trzaskającym o dach i próbującym porwać nas na granicy. Z dupolotami w dzień i nie tylko. Z targaniem się po śniegu. Z chodzeniem po ścianach. Z RRRrrr! z 'serduszkiem', 'słoneczkiem' i 'kochaniem'. Z w końcu grzybową :-> i innymi przepysznymi daniami cioci Eli. Z truskawkowym kubkiem i wszystkimi dobrymi emocjami od ludzi, z którymi dane mi było tam być.
Dziękuję.

Studzionki

1 Comment »

Popołudnia bezkarnie cytrynowe.
Wschód słońca.
Któregoś przejrzystego popołudnia, tuż po obiedzie, po kilku zjazdach na dupolotach wybraliśmy się na granicę do Wuja Józka.
'wybraliśmy się'... jakby to była conajmniej półdniowa wyprawa... A to było tylko 3 minuty drogi z trasy zjazdowej.
Warto było.
Takiej widoczności latem się nie uświadczy.
Drzewa.

I góry w śniegu :)
Przedostatni 'wrzut'.

No Comments »

Wtorkowo w Tatrach.
Jak zwykle pomylona kolejność. Nie lubię blogspotowego systemu wrzucania zdjęć. Cóż. Widok z okna autobusu po ciężkim, przyjemnym acz męczącym dniu.
Wnętrze zakopiańskiego Koktajlbaru Jagoda. Wewnątrz klimat świetny. Jedzenie - pyszne. Ludzi mnóstwo, a pączki ogromne. Szarlotka na ciepło z lodami i bitą śmietaną - pyszna opcja, ale mając przed sobą widmo godzinnej jazdy autobusem i ponad półgodzinnego podchodzenia z Ochotnicy na Studzionki robi się słabo... ;)
Widok na Giewont spod kościoła na Krzeptówkach. Widoczność była fajna, miejscówka odwiedzona tylko ze względu na naszego wyjątkowo religijnego kierowcę, który to kierowca 'pokazał' swoje katolickie serce wkrótce po wypadku Roberta Kubicy... ale to zostawię bez komentarza.
Kościół na Krzeptówkach ufundowany przez górali po zamachu na życie papieża. Jak głosiła 'legenda' przekazana przez ów pana kierowcę.
Nie miałam siły i ochoty na zwiedzanie obiektów sakralnych. Spodobał mi się jedynie witraż. Ale jego zdjęcie leży gdzieś na dysku. W tym roku ominęło nas słuchanie góralskich śpiewów/kolęd w Ochotnickim kościele. A szkoda, bo tamtejsza msza brzmi zupełnie inaczej niż tu.
Patryczek. Nasz kierownik wycieczki. Za trzy dni miał przejść na emeryturę. Tutaj spaceruje Doliną Kościeliską ze swym laptopem;->
Pogoda tego dnia była wyjątkowa. Z góry raziło w oczy cudowne, pierwszo-lutowe słońce, od boków przyjemny wietrzyk, a od ziemi delikatnie chłodził śnieg i mróz.
Spacerując doliną Kościeliską miało się wrażenie, jakby szło się przez ogromny sad. Alejki, przez które przechodziliśmy porośnięte były rozłożystymi drzewami, które teraz, po stracie liści skrzyły się śniegiem i od czasu do czasu upuszczały na przechodniów biały puch.
Tutejszy śnieg był wyjątkowy. W sumie to nawet nie był śnieg, tylko obmarzająca na śniegu mgła. Jak zwał, tak zwał. Jedno jest pewne - wyglądał niesamowicie. Cudownie się skrzył i aż chciało się go zjeść ;-> Jednak ze względu na biegające tą trasą konie z turystami odmówiłam sobie tej przyjemności.
To wyglądało nieco dziwnie. Nadal nie wiem, czy to 'zwykła' wycinka drzew, czy może sprzątanie po jakiejś wichurze w tejże okolicy.
A to wygląda nieco jak z "Opowiadań w Dolinie Muminków" Tove Jansson. Jeszcze tylko dostęp do morza gdzieś, za najbliższą górą i lasem i Dolina Muminków jak się patrzy ;)
Jedno z drzew, o których wspominałam już wcześniej. Te kamienie z tyłu, to już Tatry. Kto chciał, ten zmacał. Tatry zimą zaliczone ;)

Nie wiem, co to był za potok, strumień, rzeka, ale płynęło sobie to-to przez dolinę. Widać, że zima się go nie ima, bo podczas gdy Ochotnica jest jeszcze skuta lodem i tylko gdzie-niegdzie udaje jej się go poskromnić, ten strumyk czeka już na wiosnę.
Zima w takim wydaniu mi pasuje :) No to wtorek miałabym już za sobą. Z Zakopanego nie mam zbyt wielu zdjęć (prócz wnętrza baru Jagoda), a to dlatego, że miałyśmy z Jolką bardzo poważne zadanie zakupu rajstopków dla dzieci. Kto by pomyślał, że na tak ogromnym dreptaczku nie znajdzie się ani jedna para NORMALNYCH rajstop?!
Cóż, moje ulubione, drewniane żółwiki widziałam tylko w przelocie... może innym razem.

Studzionki

1 Comment »

Studzionki zimą.

Dla takich widoków z okna warto tam być. Oczywiście nie tylko dla widoków, ale one szczególnie pobudzają z rana do wstawania.
Mnóstwo samolotów latało po Studzionkowym niebie w tym roku. Maciej mówi, że pewnie powroty z Egiptu. Pewnie ma racje.
Tak, wiem, mam fafluna na matrycy.
Pierwszy dzień. Nigdy później nie było w okolicy tyle szadzi i szronu...
Komin.
Strzelone z łazienki o godzinie 9 rano.
I ten sam motyw tyle, że o 5 po południu. Tego dnia było wyjątkowo bezchmurnie.
Rynna jaka jest, każdy widzi.
Pierwsza część studzionkowania oficjalnie otwarta. Obiecuje w następnej mniej samolotów i pierdółków, a więcej ludzi ;)

No Comments »

Zima.
Zima.
Zima.
Zima.
Zima.
Zima.
Zima.

1 Comment »

Szczęśliwego Nowego Roku 2011!
Nie chce mi się podsumowywać mijającego roku. Nie chce mi się ruszać z domu, a za pół godziny mam być juz na miejscu. Objadłam się pomarańczami, bo mandarynki juz mi się przejadły. Czekam na styczeń, bo czuje, ze moze być fajnie.
a więc wychodzę.

No Comments »

Chodź pokażę Ci miejsce, gdzie wszystko jest proste...
:) już dawno powinnam była to wrzucić.
I chociaż szczerze i serdecznie przychylam się do opinii "zimo wypitalaj", to przeglądając styczniowe Studzionki widzę, że tam nawet zima była ładniejsza niż tutaj...
I sarenki biegały sobie luzem; > i niestety spłoszył je mój krzyk "O! sarenki!" ech ;)
I widok na Tatry z trochę innego miejsca. Tam na dole to ponoć zalew Czorsztyński.
a to tak apropo zimy ładniejszej niż u nas lokalnie. Tak, proszę państwa. Tam nawet śnieg skrzył się kolorowiej!
Dzisiejszej nocy sny krążyły wokół tego miejsca...
To się nazywa odcięcie od świata :) niesamowite miejsce.

Dziękuję wszystkim za urodzinowe życzonka kartki wyjdą wkrótce :))