Pokazywanie postów oznaczonych etykietą natura. Pokaż wszystkie posty

No Comments »

No to Frugo!
jedziemy z tym koksem. Frugo znalezione w jakimś sklepie w Zakopanem pod przejściem z Krupówek na Gubałówkę. Za każdym razem, kiedy jestem w Zakopanem kupuję te żółwiki. Absolutnie najładniejsza drewniana zabawka jaką widziałam :) i tylko w jednym miejscu można je znaleźć. I przepięknie pachną bejcą. I jeden z nich czeka na swojego właściciela, który ma długi zapłon ale w końcu się pewnie ogarnie i go przygarnie :P
Pod Siklawicą. Szczerze mówiąc, myślałam, że będzie to jakiś porażający widok. Huk wody, opadnięte szczęki i inne tego typu atrakcje. A tu o. Wodospad. W Tatrach Zachodnich, w górnej części Doliny Strążyskiej. Pod północną ścianą Giewontu.
przy końcu wodospadu takie o. trochę wody :)
Pucio młodszy zdobywca Siklawicy.
Waldek i Krzysiek - nasi kierownicy wycieczki. Szybki look w mapę i idziemy dalej. Obawiam się, że to ta sama mapa na której Paulina poszukiwała Zdun :-D
pan, który brejkał wszystkie rule. Skoro lubi?

No Comments »

Szpak Marceli

Natalia mówiła, że to na pewno Szpak Marceli. Nie wiem. Jedno jest pewne - jest piękny i wyjadł wszystko z karmnika.
Przy okazji pierwsze testowe nikkora 35mm 1.8 :}

No Comments »

80% zaćmienia.
Zaspane i prowizoryczne.
Przez chmurę.


I przez klisze. Zaćmienie jak zaćmienie. Kolejne będzie może za 100 lat. Fajne wrażenie.

No Comments »

Weekend w Studzionkach.
Widok na Tatry z Rusinowej Polany. Tego się nie da opisać. To trzeba zobaczyć.
Ach ach. Sie zachwycam ilekroć na nie patrze.
i pomysł na "śmiechowe" foto.
Rilax na Rusinowej. Stamtąd na dobrą sprawe możnaby nie schodzić w ogóle. Tylko leżeć i patrzeć...
Z Eweliną na tym samym kamieniu ;]
Chciałabym latać i w góry patrzeć latać!
Stop. Tu się pije.
Taki maluszek sobie kwitł na polanie.
I taki też :)
A tu już Zakopane... Nie widzi mi się zimowa stolica Polski. Przez 20 lat nie byłam tam ani razu, a tu w przeciągu 4 miesięcy aż dwa razy. Nie narzekam :D
I ten sam gościu co nad morzem tworzy takie dzieła.
I w Studzionkach. Kot-recydywista. Nie ma zęba, wiosną jest wyjątkowo wychudzony i przybiera taki rozbrajający kocio-cwaniaczy uśmiech.
Widok na granice wuja Józka. Tym razem niestety chmury przysłoniły nam widok na Tatry, ale sam fakt bycia w tym miejscu powodował jakąś wyjątkową lekkość w głowie.
Boję się dużych psów, bo odkąd pamiętam miałam tylko chomika, świnkę morską, później przez 9 lat Turbisia, królika mojego, który udzielał się razem ze mną na tym blogasku i rybki. Na duże psy reagowałam alergicznie i po prostu uciekałam. Ale. Ale Bari jest inny. Jest tam sympatyczny i wesoły, że się nie boje. Tu Bari próbuje upitolić mnie w kolano.
Portret Bariego. Lubi pozować :)
Dolina Ochotnicy o 9 rano. Niedziela. Zaraz ruszymy zdobyć Turbacz, najwyższy szczyt Gorców. Jakieś 3,5-4 godziny drogi stąd.
I jeszcze dom wuja Józka. To co go tam "pożera" to nic innego jak tylko chmura, która w błyskawicznym tempie pochłonęła całe Studzionki.
Krokus na trasie. Jak co roku wczesną wiosną, na każdym zboczu gór spośród śniegu i leniwie wychodzących traw w górę wystrzeliwują krokusy. Najprawdziwsze krokusy. Fioletowe łąki wyglądają niesamowicie. My spotkaliśmy krokusy dopiero za Kiczorą, przy wejściu na sam Turbacz, ale i tak wrażenie niesamowite.
Red, Green, Blue :} Taki standart mi odpowiada :)
I zaczął się spacer w chmurze. Fajnie :>
I schronisko. za jakieś 50 metrów. Widoczność niewielka, satysfakcja ze zdobytego szczytu - nie zapłacisz za nią kartą MasterCard :} Po odpoczynku i wyjściu ze schroniska okazało się, że chmura się oberwała i leje, że hej. Dobrą godzinę szliśmy w przepotwornym deszczu. Pomimo kurtki przeciwdeszczowej zmokły mi łokcie :> i z tej części podróży zdjęć nie będzie bo w trosce o sprzęt musieliśmy go schować w czapki, worki torby i inne takie :)
Ale za to po deszczu przywitały nas taaaaakie widoki... A nawet lepsze ;} Po drodze mijaliśmy przepiękny las. Rezerwat ścisły. Niestety było tam dosyć hm, stromo i ślisko, więc odpuściłam sobie jakiekolwiek próby robienia zdjęć, chociaż miejsce rewelacyjne. Całe zejście to był jeden wielki zjazd po glinie. Mnóstwo śmiechu i kwików po drodze, ale to w kolejnej notce, bo jeszcze troszkę mi tego zostało :D
a póki co cieszcie oczy tym co jest :)
część drugą obiecuje najpóźniej do jutra do północy, jeśli sie nie wyrobię proszę mnie zbluzgać za brak organizacji własnej :>

No Comments »

Polowanie na jelenie
Upolowany :) zupełnym przypadkiem z ambonki ustrzelon podczas szamania cukierków z lidla. Tzn my szamaliśmy siedząc w ambonce, on się pojawił i został ustrzelony. :)
Czujne bydle :)
On tu rządzi.
no ale jak ktoś chce, to ustąpi i pójdzie na inne pole...

hehe, zabawne czwartkowe popołudnie. Szalone. Paweł prawie zakopał auto na polnej drodze, ale dał radę. Później było weselej. Skakanie przez rowy, historie o koziołkach, cukierki w ambonie, bieg za uciekającymi sarnami i próbowanie pietruszki prosto z pola. A to wszystko skondensowane w 2 godzinach spaceru z dala od cywilizacji.
Ja chce jeszcze raz :D

No Comments »

Kamyki!
od lewej ametysty, fluoryty, labradoryty, tygrysie oko, opale, kwarc różowy, awenturyn, koral czerwony, turkus :) aa i jeszcze unakit się zaplątał.
Tygrysie oko z bliska. Niesamowity kamień :}
I jeszcze karneol, bo zapomniałam o nim.
ametysty - przecudne po prostu, fluoryty - szaleństwo, labradoryty - mam ich najmniej ale są najbardziej niesamowite i tygrysie oko - można oglądać godzinami.

Tak, moje nowe małe hobby i uzależnienie. Kamienie. wkrótce przysposobione na kolczyki itd :))

No Comments »

Wiosna, cieplejszy wieje wiatr...
czyli mini plener na ostatkach śniegu.
Brakuje mi coś chęci, żeby pisać sensownie i przyjaźnie dla czytelnika. No bo co? bo zima tak w jednym krokiem już w pi*du, a ja ciągle w zimowym, ponurym nastroju.
Te gałęzie mi się podobały. Tak lekko zwisały sobie w dół, delikatnie balansując nad taflą sinobrudnego lodu i odbijając się w cienkiej warstewce wody.
Liście. Bluszczowe to mam chyba z każdego blendowego pleneru (tia, byłam na dwóch;). Te urzekły mnie swoją kolorystyką. Z jednej strony ciepłe jesienne kolory pomarańczu przechodzące w zimną, stalową szarość aż w końcu ogarniające całą resztę soczyste zielone tchnienie wiosny. (na wieczór przesadzam z metaforami)
Nie wiem, ile w tym prawdy, ale skoro tak piszą, to tak pewnie jest. Pocieszne są te niezdarne wrzuty gdzieś na murach, mostach.
Rysowane przez rdzę.
I zahipnotyzowały mnie te rozbite szybki.
i dziura w ścianie o ładnym kształcie. Chciałam tu coś dorysować, ale brakło mi mobilizacji.
potrójnie.
I ruiny. W końcu :} Bo to właśnie one były głównym punktem naszego wyjazdu do Żmigrodu.
Tak, to też część kompleksu ruinowo-dyskotekowego. Dyskotekowego? zapytacie. A tak. Otóż jak dowiedzieliśmy się od miejscowych w piwnicach tych ruin aktualnie mieści się dyskoteka i co weekend jest tłumnie oblegana przez tamtejszą młodzież i nie tylko. Rewelacyjne miejsce na tego typu imprezki :>
Okno. 3 in 1.
I rzut tak bardziej na większą część. Na całej tej konstrukcji dało się znaleźć mnóstwo włączników i innych cudów. I tak ja włączałam światełka - Marcin wyłączał... i generalnie było fajnie tylko drzwi były jakoś tak tajemniczo poustawiane i pomontowane...

No i tak, kolejny plenerek uważam za udany. Co prawda było nas tylko troje śmiałków
(i desperatów, bo wstawać o wpół 7 w sobotę to nie jest zbyt normalne), ale warto było podnieść tyłki i zobaczyć co serwuje nam świat o wpół do 8 rano.
Zobaczyć strażaków, których zalało i którzy w gumiakach wiadrem wypompowywali wodę spod żuka. I coś co wyglądało jak bociany, a odpoczywało sobie na brzegu stawu. I drogę na Biały Kał, i trasę przez Niezgodę i śniadanko na Orlenie i włażenie przez okno w poszukiwaniu dobrych motywów i opychanie się cuksami, o.
A dzień wcześniej czatowanie na Blende pod KOKiem. Chyba tylko nas dwóch ominęła informacja o odwołaniu piątkowego spotkania... cóż, i tak było mega sympatycznie. Mnóstwo śmiechu, dobrej muzyki i rozmów poważnych i niepoważnych.
Tak, było miło.