Pokazywanie postów oznaczonych etykietą poznań. Pokaż wszystkie posty

No Comments »

Noc Muzeów w Poznaniu.
a właściwie tylko w Muzeum Narodowym i tylko na wystawie plakatu, bo dalej mi się zwyczajnie w świecie po całym dniu na uczelni nie chciało...
w samo południe, to smażyliśmy się przed wejściem do Muzeum, bo otwierali dopiero o 17.
czerwono.
details.
takie tam w muzeum.
Ładnie tam całkiem.
i czarna dupa.

choć tak naprawdę wcale nie jestem w wyżej wymienionej, gdyż sesja na ostatniej prostej, albo i nawet na finiszu. Jedyne co pozostaje, to załapać ostatnie dwa wpisy i cieszyć się z wyjazdu na Studzionki. chociaż z pierwszego obozu to nie do końca, bo skończy się on w 3/4 z egzaminacyjnych powodów.
póki co, nie wiem :}

No Comments »

Koszulkowo w WSNHiD.
Niewielka część naszej grupy ze swoimi projektami koszulek. To był długi dzień :D
Twórcze zamieszanie.
Kolejki jak za komuny, ale czekanie wcale się nie dłużyło. W sumie nawet nie wiem gdzie i jak zniknęły te trzy godziny.
Wojak jako Bed Boy :D i jego za mała koszulka :D

Prawie jak Dzień Dobry TVN! na żywo kolory żywsze, fluorescencyjne.
Nasz kącik rzemieślniczy. I jak wiadomo - bałagan na ławce :D
I ja plus moja koszulka :P
I uprowadzenie przez Sprzedawcę Marzeń - Maciulka.
Zdjęcia są pracą wspólną(głównie Agaty i Maćka), ale nie byłoby ich gdyby nie Agatka B (dla której podziękowania!), która postanowiła targać aparat z Kotlina i polować na wszystko co się rusza.

TUTAJ duuużo więcej zdjęć :)

Ostatni zjazd 5. semestru. Ale ten czas leci. Weekend był po prostu odlotowy. Najpierw spotkanie dot. egzaminu licencjackiego - dawno się tak nie uśmiałam słuchając dr Radosława K., później sprawdzanie materiału Oskarowej koszuli, historia o szklanych oczach, koszulkowanie, i mnóstwo innych śmiechów. Później archetyp sarny, trochę felg, poranne budzenie i opowieści dziwnej treści, picie 'sprajta' przez słomkę i spotkanie z Efką i takie tam atrakcje. Piszę to dla siebie, żeby nie zapomnieć :-)
niedługo więcej aktualizacji.

Poznań

No Comments »

Poznańska sobota.
Choć ostatnimi czasy Poznańskie weekendy mam co tydzień, lub co dwa, tym razem zdarzyło się wystartować tam bez uczelnianej spinawy. Chociaż jak na sobotę w Poznaniu przystało - uczelnia zaliczona. Rynek w Poznaniu o godzinie 7 rano tętni ciszą, spokojem i niewyspanym kelnerem, który zamiata próg jakiejś restauracji. To także światła Terytorium, które niczym spodek kosmiczny... świecą? Kij z tym. W milionstopniowym mrozie dotarłyśmy na uczelnię, ogrzałyśmy się nieco przy kaloryferze, upolowałyśmy śniadanie i poszłyśmy w stronę Targów Poznańskich.
Po małej godzinie udało nam się dotrzeć do celu naszej wyprawy. Festiwal rękodzieła i przedmiotów artystycznych. A wcześniej spacer przez Browar i wszystkie możliwe i interesujące do obczajenia sklepy :} Ale do rzeczy. Na samym wejściu kolejka jak za PRLu. Bogu dzięki do akredytacji nie było nikogo ;) no to Sylwia z Anią poszły poczekać grzecznie w rządku, a ja poszłam po stosowny papiur. Wkrótce spotkałyśmy się przy bramkach wejściowych... Ludzie, ale to skomplikowane :->
No to tak... coś o samych targach. Stoisk było mnóstwo. Koniec o samych targach.
Strasznie dużo ceramiki. Jedna ładniejsza, druga brzydsza. Kwestia gustu.
Niektóre rzeczy były naprawdę urzekające i urokliwe. Aż trudno uwierzyć, że wszystko wyszło spod ludzkich rąk. Co się gupio dziwię - sama często robię jakieś coś z niczego. Ale jednak tu, w takim "natłoku" wszystkiego dostrzega się, że kosztowało to naprawdę dużo pracy.
Te ptaszki mnie zauroczyły. Proste, zgrabne i takie oczywiste. A jednak miały w sobie coś, co przyciągało wzrok. Pan, który je sprzedawał miał przed sobą cały stół zawalony różnymi gatunkami malutkich i większych braci mniejszych pousadzanych na kawałkach drewna.
Zdziwionych nie będzie. Ostre popołudniowe światło świeciło zza tego chłopca i dość ciekawie manewrowało się wśród rozpychających się łokciami ludzi, ale dałam rade.
Spotykało się i takie potworki. Osobiście nie ujmują mnie one nic a nic, ale skoro twórcy dają satysfakcje - to mają prawo bytu :)
A to mi się podobało. Bardzo przyjemne stoisko.
I te literki mnie poskładały. Akurat jestem na etapie lepienia literek, więc takie inspiracje łykam jak młody pelikan.
kawałek z kawałka skomplikowanej roboty. Haft nie wiem jaki, bo się nie znam, ale wiem, że haft ;)

Domek prawie z piernika.
Obrazy 3D. Jak dla mnie masakra. Pół roku roboty, 2 lata schnięcia materiału i można rzucać o podłogę bo nic się nie stanie.
Liść miłorzębu japońskiego. Spodobała mi się forma, a ten pajac który to wystawiał za szkłem wyleciał na mnie z taaaaaaką papą jakbym miała żarłoczny obiektyw i zjadła mu połowę tych gupich liści. Nie pomogły tłumaczenia, że prasa, że dokumentacja, że kij wie co. Jak ktoś jest tempom szczałom to dzidy z niego nie będzie.
Po tym niemiłym akcencie wkurzyłam się i poszłam, bo chamstwa nie zniese.

Ps. Wyjazd ogólnie udany. Inspiracja połapana. Filc i inne drobiazgi pokupione. Spanie w autobusie powinni wliczyć do dyscyplin olimpijskich.

No Comments »

Poznań miasto doznań.
W sumie tylko trzy dni w dusznej połowie sierpnia. W sumie tylko kilka godzin spędzonych razem, ale warto było. Po 7 latach znajomości - niezłe wrażenia ;}
Z Jaśkiem. Na malcie. Miłe popołudnie. Szkoda, że tak daleko...
i z Jaśką ;} W drodze na szamę, coś wpadło mi do oka, Było to tak oburzające, że postanowiłam to upamiętnić na tej stronie. o.

1 Comment »

Ice foot. Czyli weekendu w Poznaniu ciąg dalszy.
rzeźba polskiej ekipy. W początkowej fazie miała obie ręce, nie wiem, dlaczego straciła jedną z nich... może rozbiła się podczas umieszczania tego "pióropusza" tam z tyłu?
Spiderman, rzeźba, która zdobyła drugie miejsce w konkursie. Osobiście uważam, że były rzeźby które bardziej na to zasługiwały. Niemniej jednak mnóstwo pracy i całkiem fajny efekt.
O, ekipa bułgarska się postarała. I to jest choćby jedna z tych prac, która robiła naprawdę wielkie wrażenie a nie została doceniona żadnym miejscem. A szkoda.
i zbliżenie na łączenie. Kurcze, że to to sie nie rozpada...
I Anioł pokoju który zajął pierwsze miejsce. Od samego początku typowałam go na zwycięzce. Panowie z USA się postarali :)
i taki rzut oka na detal. Zdumiewające w jaki sposób zrobili i przyczepili do całości te gołąbki...
Kolorki fajne.
O i to fajne też było. Polska ekipa, mnóstwo pracy i całkiem ciekawy efekt końcowy.
I to był jeden z moich faworytów. Grupa aż z Kanady. fajny pomysł i wykonanie i w ogóle:}
i jakiś dinozaur w czapce. tzn ten sam co chwile wcześniej :)
I ta sama praca w mroźny niedzielni poranek. Brrr!
I pokój nawet w ciągu dnia się bronił znakomicie!
o, a tu trzecie miejsce. Moim zdaniem wyglądał o niebo lepiej w ciągu dnia niż nocą, oświetlony. ale to tylko moje zdanie:)
Spacerując po lesie trafiliśmy na szopkę bożonarodzeniową. Taką z Jezuskiem, Maryją, Józefem i całą resztą świątecznej ekipy schowaną pod dachem. Nie dziwi mnie dlaczego schowali się w środku. Na zewnątrz było zdecydowanie mroźniej. Jednak nie święta rodzinka zwróciła nasza uwagę a żywe, ŻYWE zwierzątka, które podstępnie czaiły się po bokach i bardzo się krępowały tych wielkich tłumów. Te dwie owce do góry to Olga i Aga, szkoda, że zdjęcie nie daje możliwości pokazania tego przeżuwu :>
i skrępowany osiołek. Jeej, jaki zestresowany był.
I przypadkowe spotkanie na Półwiejskiej. Bo przy co drugim sklepie stały takie mikołaje i dzwoniły, a co lepsze kręciły metalowymi bioderkami tak pokracznie, że aż śmiech ogarniał i żałość, że psuje się dzieciom obraz szacownego starszego pana w czerwonym kubraczku który przynosi prezenty. Ciężka dola Mikołaja tej dekady. Gwiazdora, bo Gwiazdor rozdaje w Wielkopolsce.
I Marcin chciał zdjęcie z laseczkami. Ubolewał z powodu braku Laluni, ale jestem pewna, że jeszcze kiedyś uda mu się ją spotkać. Niech tylko wróci ciepło, to Lalunia pojawi się na poznańskim rynku.dopadłyśmy Starego Marycha. Kto by pomyślał, że brąz zimą jest taki zimny?! na tym samym pomniku prawie rok temu fotografowaliśmy się z Crissem :) ale ten czas leci...

Uch, ostatni zjazd przedgwiazdkowy zaliczam do udanych. Zimno, że trudno w ogóle cokolwiek powiedzieć i sympatycznie, że mimo szczękościsku pojawia się uśmiech. Święta za niecały tydzień a mnie gdzieś ich atmosfera powoli zaczyna dopadać. Są pomarańczka, mandarynki, pierniki, kapusta z grzybami gdzieś w pobliżu się czai i śnieg. Ten ostatni przede wszystkim. I mnóstwo miłych ludzi wokół. Tych miłych najbardziej mi ostatnio brakowało, w tym takim szarym przejściu ze złotej jesieni w białą zimę. Jest względnie.