Pokazywanie postów oznaczonych etykietą nikon d70. Pokaż wszystkie posty

No Comments »

W południe lata na krańcu świata...
***
***
***
na szybciora, mały spacerek fotograficzny.
Wrzesień idzie.
Praga idzie.
wszystko idzie. że tak sobie bezczelnie sparafrazuje Wielkiego Myśliciela.

No Comments »

Noc Muzeów w Poznaniu.
a właściwie tylko w Muzeum Narodowym i tylko na wystawie plakatu, bo dalej mi się zwyczajnie w świecie po całym dniu na uczelni nie chciało...
w samo południe, to smażyliśmy się przed wejściem do Muzeum, bo otwierali dopiero o 17.
czerwono.
details.
takie tam w muzeum.
Ładnie tam całkiem.
i czarna dupa.

choć tak naprawdę wcale nie jestem w wyżej wymienionej, gdyż sesja na ostatniej prostej, albo i nawet na finiszu. Jedyne co pozostaje, to załapać ostatnie dwa wpisy i cieszyć się z wyjazdu na Studzionki. chociaż z pierwszego obozu to nie do końca, bo skończy się on w 3/4 z egzaminacyjnych powodów.
póki co, nie wiem :}

No Comments »

Starowinki
z lodem.
wstrząśnięte nie mieszane.
miałam już dawno dodać, ale mi się nie chciało.

Piotrek

2 Comments »

Piotrek
Najbardziej kudłaty model z którym współpracowałam :}
przy okazji najwyższy z dotychczasowych i bardzo sympatyczny :)
za-stadionowy las był tego popołudnia całkiem fajnie oświetlony.
Taką przyjemną miejscówkę wyhaczyliśmy. Z podgrzewanymi fotelami i mnóstwem innych atrakcji.
Las ponownie. Albo raczej skraj lasu.
w potrzasku.
i w lesie. Klimatem przypomina mi nieco Frodo Bagginsa - ulubionego mojego hobbita ;)

Przedświątecznie. Pogoda dopisała. Piotrek dopisał, mój pomocnik-siostra także dopisała. Wszystko wydawało się grać jak w orkiestrze :)
Krótki spacer fotograficzny. Bez większego planu i 'zamysłu'. Na rozruszanie. Dla mnie po 'ludziowym-portretowym' przestoju i dla Piotrka na oswojenie się z obiektywem.

Jestem zadowolona z efektów i czekam na powtórkę :)

uff, po świętach. Żyjemy.

Studzionki

1 Comment »

Popołudnia bezkarnie cytrynowe.
Wschód słońca.
Któregoś przejrzystego popołudnia, tuż po obiedzie, po kilku zjazdach na dupolotach wybraliśmy się na granicę do Wuja Józka.
'wybraliśmy się'... jakby to była conajmniej półdniowa wyprawa... A to było tylko 3 minuty drogi z trasy zjazdowej.
Warto było.
Takiej widoczności latem się nie uświadczy.
Drzewa.

I góry w śniegu :)
Przedostatni 'wrzut'.

No Comments »

1000 post! :O
Studzionki. I wszystko jasne.
Równo rok temu ta sama drewniana tabliczka witała mnie tu po raz pierwszy. Dziś, po roku czasu wracam. Bogatsza o nowe doświadczenia, biedniejsza o fałszywych 'przyjaciół', mądrzejsza o parę książek i głupsza o parę myśli. Jednak wracam tu z przyjemnością, bo tu jest inaczej.
Dzieciaki kupiły sobie takiego drucianego kwiata lotosu. Miałam kiedyś mniejszą wersję tej składanki, ale gdzieś ją zgubiłam. Miała prawo się zgubić - miałam ją od czasów 6 klasy podstawówki i kolonii w Pobierowie ;)
Listek. No tak, nie spadł, ale będzie się rewelacyjnie prezentował z nadejściem deszczowej wiosny i czasu krokusów na Studzionkach.
Jolka nie mogła oprzeć się śniegowi. Z Jolką w tym roku dzieliłam pokój, radości, smutki, płatki cinni minis i obowiązki i inne atrakcje. Fajnie się współpracowało :)
Przysypane.
Nie wyobrażam sobie popierdzielać tam rowerem, ale jeśli ktoś odważny się znajdzie - chylę czoła :)
W drodze na Lubań.
Wuja Waldek rozpala góralską watrę.
Oczywiście zima to nie tylko chodzenie po górach, łapanie widoczków i rozpalanie ogniska. To także albo i przede wszystkim ulubiona rozrywka dla starszych i młodszych - zjeżdżanie z góry na dupolotach.
Ustrzelonam przez panią Lucynkę.
W tym roku technikę zjazdu miałam opanowaną do perfekcji ;> Obyło się bez obitych nerek i innych wątpliwej jakości atrakcji.
Gdzieś w połowie podejścia. W całej tej zabawie najgorsze jest podchodzenie pod górę. Zjeżdżaliśmy aż do skraju lasu. Kawałek jest ;}
Podziękowania dla mojego ulubionego anglisty, za wytarganie mnie na dupoloty o zachodzie słońca, kiedy trasa jest przymarznięta, na 'stoku' bez tłoku, na niebie milion gwiazd, a śnieg przyjemnie miękki ;)

I na deser...
...Astro-fotografia baaaardzo wątpliwej jakości ;D ale coś mnie ujęło w tych kilku gwiazdkach tuż nad granicą Wuja Józka. Kurcze, być tam i widzieć te wszystkie gwiazdy na żywo. Z dala od świateł miast, od szumu samochodów i innych metropolijnych atrakcji.

No Comments »

Wtorkowo w Tatrach.
Jak zwykle pomylona kolejność. Nie lubię blogspotowego systemu wrzucania zdjęć. Cóż. Widok z okna autobusu po ciężkim, przyjemnym acz męczącym dniu.
Wnętrze zakopiańskiego Koktajlbaru Jagoda. Wewnątrz klimat świetny. Jedzenie - pyszne. Ludzi mnóstwo, a pączki ogromne. Szarlotka na ciepło z lodami i bitą śmietaną - pyszna opcja, ale mając przed sobą widmo godzinnej jazdy autobusem i ponad półgodzinnego podchodzenia z Ochotnicy na Studzionki robi się słabo... ;)
Widok na Giewont spod kościoła na Krzeptówkach. Widoczność była fajna, miejscówka odwiedzona tylko ze względu na naszego wyjątkowo religijnego kierowcę, który to kierowca 'pokazał' swoje katolickie serce wkrótce po wypadku Roberta Kubicy... ale to zostawię bez komentarza.
Kościół na Krzeptówkach ufundowany przez górali po zamachu na życie papieża. Jak głosiła 'legenda' przekazana przez ów pana kierowcę.
Nie miałam siły i ochoty na zwiedzanie obiektów sakralnych. Spodobał mi się jedynie witraż. Ale jego zdjęcie leży gdzieś na dysku. W tym roku ominęło nas słuchanie góralskich śpiewów/kolęd w Ochotnickim kościele. A szkoda, bo tamtejsza msza brzmi zupełnie inaczej niż tu.
Patryczek. Nasz kierownik wycieczki. Za trzy dni miał przejść na emeryturę. Tutaj spaceruje Doliną Kościeliską ze swym laptopem;->
Pogoda tego dnia była wyjątkowa. Z góry raziło w oczy cudowne, pierwszo-lutowe słońce, od boków przyjemny wietrzyk, a od ziemi delikatnie chłodził śnieg i mróz.
Spacerując doliną Kościeliską miało się wrażenie, jakby szło się przez ogromny sad. Alejki, przez które przechodziliśmy porośnięte były rozłożystymi drzewami, które teraz, po stracie liści skrzyły się śniegiem i od czasu do czasu upuszczały na przechodniów biały puch.
Tutejszy śnieg był wyjątkowy. W sumie to nawet nie był śnieg, tylko obmarzająca na śniegu mgła. Jak zwał, tak zwał. Jedno jest pewne - wyglądał niesamowicie. Cudownie się skrzył i aż chciało się go zjeść ;-> Jednak ze względu na biegające tą trasą konie z turystami odmówiłam sobie tej przyjemności.
To wyglądało nieco dziwnie. Nadal nie wiem, czy to 'zwykła' wycinka drzew, czy może sprzątanie po jakiejś wichurze w tejże okolicy.
A to wygląda nieco jak z "Opowiadań w Dolinie Muminków" Tove Jansson. Jeszcze tylko dostęp do morza gdzieś, za najbliższą górą i lasem i Dolina Muminków jak się patrzy ;)
Jedno z drzew, o których wspominałam już wcześniej. Te kamienie z tyłu, to już Tatry. Kto chciał, ten zmacał. Tatry zimą zaliczone ;)

Nie wiem, co to był za potok, strumień, rzeka, ale płynęło sobie to-to przez dolinę. Widać, że zima się go nie ima, bo podczas gdy Ochotnica jest jeszcze skuta lodem i tylko gdzie-niegdzie udaje jej się go poskromnić, ten strumyk czeka już na wiosnę.
Zima w takim wydaniu mi pasuje :) No to wtorek miałabym już za sobą. Z Zakopanego nie mam zbyt wielu zdjęć (prócz wnętrza baru Jagoda), a to dlatego, że miałyśmy z Jolką bardzo poważne zadanie zakupu rajstopków dla dzieci. Kto by pomyślał, że na tak ogromnym dreptaczku nie znajdzie się ani jedna para NORMALNYCH rajstop?!
Cóż, moje ulubione, drewniane żółwiki widziałam tylko w przelocie... może innym razem.