1 Comment »

In the jungle, the quiet jungle...
the baloon sleeps tonight.
I stroimy las na święta.
I odpoczywamy po strojeniu lasu na święta.
I idziemy po odpoczywaniu po strojeniu lasu na święta.
I Nataliona też odpoczywa, chociaż nie stroiła.
I się prawie rozpadało, więc zapobiegawczo wyciągnęła parasol.
Deszczu jednak nie było, więc z ulgą w sercu pierdykła się na trawę.
I teraz seria jak maiecka wyzionuje ducha.
No to wyzionęłam se tego ducha, leże w trawie.
I po chwili mnie tak wstało się, bo na leżąco ducha mojego żegnać nie będe. Kultury trochę;P
I finalne Dance Macabre!
Uh, już po wszystkim, znów można odpocząć i się najeść.
Wczorajszego popołudnia las był wyjątkowo piękny, dzień był wyjątkowo z***y, a ludzie wyjątkowo dziwni. Czekolada wyjątkowo słodka, a piknik wyjątkowo udany. Folia dzieli się przez podział, a nie przez pączkowanie, jak myślałam wcześniej. Tego typu wypady są wyjątkowo kaloryczne, a mrówki wyjątkowo chytre. Wszystko wczoraj było na opak. Wszystko do kwadratu, a nawet do sześcianu. Dupa, dupa, dupa. Tylko Kruczek wieczorem uratował moją wiarę w płeć męską. Bo ja już nie wierzę. Nataliona pomogła mi niekoniecznie uwierzyć, albo zniewierzyć do końca, ale pomogła mi trochę nie myśleć. Zdarza mi się często, ale zwykle niemyślę na tematy, na które jednak powinnam. Sylwia znów przypomniała mi swoimi perypetiami o tym, że jednak płeć brzydsza jest trochę ekhem, dziwna. Więc wychodzi na zero.
I pomimo litrów czekolady we krwi i szumu wiatru w lesie i w głowie nie jest tak, jakbym chciała.

Poskładano mnie dzisiaj "dokumentnie".

dialog tygodnia:

"-Spotkanie foto, o wpół 6, piątek. Zbiórka pod ratuszem.
-rano czy popołudniu?
-po południu.
-jak załatwie pojazd to nadlece."

I kit. Zawsze twierdziłam, że kosmici są wśród nas. Dzięki, you made my day!

No Comments »

Cały mój świat znika za szkłem...
Ogródkowe inspiracje.
I tu także. Praca w kwiaciarni musi być bardzo sympatyczna, chociaż wtedy chyba kwiaty z byle okazji już tak nie cieszą :}
onirycznie.
Kwiaty, no. Co mam wymyślać?
Porcelanka ;>


Dobra, nie chce mi się zbytnio rozpisywać na temat tej "sesji", bo tak po prawdzie, to były takie o, próby, eksperymenty, z niej wynikła sesja właściwa widoczna poniżej. Lampka biurowa, kilometry folii na paru metrach sześciennych i jest git.
chociaż nie, nie jest git.
ciągle jest dupnie. i sru.

No Comments »

O, orzeszek!
You could never say never...
Ania, siostra moja. Jedyna która była mi pod ręką, kiedy wczoraj świeżo po zakupieniu ee, "materiałów" fotograficznych postanowiłam wykorzystać je w praktyce. Lampka kreślarska i mnóstwo śmiechu w trakcie.
Don't speak.
Hang on 
Help is on the way  
Stay strong  
I'm doing everything


...
Jason Mraz - Details In The Fabric

3 Comments »

Ziubry w Gołuchowie.
Dwa ziubry. I spokój. Strasznie niemrawe zwierzęta. Wydawałoby się, że o 7 rano będą pełne energii biegać po całym wybiegu, skakać na jednej nodze lub jeździć na rowerze i żonglować, a te siedziały. Miał być wybieg. Osobny, z mnóstwem ziubrów i możliwością karmienia ich żelkami. Taaam, jest na pewno, bo mam zdjęcia. No i nie było.
Kapliczka. Tak na drzewie, po wcięciu na korze, widać, że musiało cierpieć, bo ktoś musiał sobie kapliczkę przywiesić. Chyba większą gloryfikacją "świętości" byłoby utrzymywanie natury w nieruszonym stanie, niż dodawanie jej takich ozdobników.
Przyjemny park koło pałacu. Przywodzi na myśl książki z okresu Młodej Polski. Pełne wytwornych dworków, bogatych mieszczan i innych takich.
I taki sobie pałac w Gołuchowie. Nie weszliśmy do środka, bo pora była niezbyt grzeczna na takie wizyty. Może innym razem? Chociaż, wszystko co chcieliśmy zobaczyć i tak zobaczyliśmy :)

Podsumowując wielkie dzięki dla chłopaków za zorganizowanie wyjazdu. Tak jak planowaliśmy wyruszyliśmy o godzinie 4 rano ekipą 5 osób. Mirek, Tomek, Marcin, Bartek i ja. Czułam się tak trochę jak rodzynek. Okazało się, że na miejscu było przepotwornie zimno, a nikt nie miał ani grama ziubrówki. Kto by pomyślał, że 3 maja o 5 rano nad brzegiem jeziora będzie szron i pieruńskie zimno?! Później było tylko lepiej. Budki z trocinobetonu, niemrawe ziubry, koniki polskie, szukanie wybiegu dla ziubrów i wspomnienia z Biskupina. Spanie w samochodzie i mnóstwo innych fajnych chwil nieutrwalonych zdjęciem, ni słowem. Ech, było sympatycznie :} Lubię takie plenery, gdzie można sobie pochodzić bez znaczenia dokąd. Swobodnie. Wtedy nie idzie się do wyznaczonego celu, tylko dla samej radości spaceru. To tak jak różnica między umową zlecenia a umową o dzieło :>
Proszę wybaczyć biurowy slang, ale aktualnie MUSZĘ być zorientowana czym to dziadostwo różni się od drugiego. Ino opracować do końca listę TO DO i będzie git. Można zaczynać biznes.

Angielski na dziś:
to surround - otaczać, okrążać.
to be carved in stone - być ustalonym na wieki

ps. angielski na dziś potrafi być znacznie bardziej przewidujący niż horoskopy wróżki Jolanty. Serio, serio.


3 Comments »

I wiem, że mogę. Wiem, że mogę...
Prześwietlone oczy, prześwietlone neonami łby, ultrafioletowe łzy i my, jak prześwietlony film.
Potem nagły wstrząs, obezwładnił nas nieznośny brzask.
Ech. Generalnie to dupa jest. Wszystko dupa. Trzeba się wziąć do roboty. Bieg z CV czas zacząć.
Nie chce się skarżyć na niesprawiedliwość, bo to do kitu. Tak samo jak nie chcę wracać do przeszłości i opowiadać, że tak naprawdę to sory winetu, ale nie było tak jak mówisz.
Daj mi, daj na paraboli czasu wznoszę się aby za chwilę opaść na dno. Z roślin trujących bukietem idę w garści, wszystko najlepsze co mogło być przepadło...
Niebezpieczne i senne moje wędrówki po piekle. Tutaj teoretycznie był zakaz wstępu, praktycznie o wpół do 6 nikt się nie zastanawiał, czy ktoś nas namierzy, czy nie. Jezioro było wyjątkowo spokojne.
"Braciszku Przyszło nam szumieć
Na skurwiałym bruku miasta królów.
Braciszku Przyszło nam przejrzeć na oczy.
Ja wiem, nosiliśmy w sercach misterne projektyBezpiecznej hodowli dusz.
Ja wiem ile zostało w nas ufności
Gdy formy zniosła treść."
COMA, Lśnienie,
dziwnym trafem ten kawałek rewelacyjnie oddaje moje dzisiejsze samopoczucie.
Całkiem sympatycznie tam było. Cisza, spokój, mgła.
Trzy noce płonęły tak niebo i ziemia,
tylko we snach jestem z Tobą wciąż...
Płynie miasto a ja w nim tonę.
Białe mury upadły i koniec.
Brud dookoła i ja sam na ulicy
kiedy krzyczę, kiedy krzyczę...

Uhm, dosyć ciężki klimat mi się tutaj teraz zrobił. Co zrobić? czytać tą notkę od dupy strony, bo nie chciało mi się już przestawiać zdjęć. Ostatnie dni gupie. W ogóle wszystko jest gupie. Prowadzenie blogaska jest gupie, niemienie pracy jest gupie, szukanie pracy jest gupie, dorosłośś gupia, spotykanie Dawidka w Polo też jest gupie (chociaż nie, to akurat nie jest gupie). Ale gupie jest robienie sobie jaj ze stażystów, gupie jest pier*** o szopenie i gupie jest, że mi się Winamp zaciął akurat jak chciałam przełączyć piosenkę na I need some sleep.

Więc generalnie I need some sleep.