No Comments »

Dni Krotoszyna 2009
1
2. Podoba mi się ta radość na twarzy gitarzysty.Let's rock!
Przerywnik parasolowy :)
zniknęła gdzieś złota brama, przez którą miałam przejść...
no.
Z "TYCH" to mi się podoba.
Ładne światełko było.
I pamiątkowy misiu sympatycznie pozujący na klawiszach.

Jako iż podczas trwania koncertu obowiązywał zakaz fotografowania (swoją droga nie pojmuję dlaczego... w końcu są to osoby publiczne podczas wykonywania swojej pracy...) ograniczę się do niezbędnego minimum i nie będę sypała słowami kluczami :}

Endżoj.

1 Comment »

Say something how well you are?
Pod takim hasłem upłynął mi dziś dzień. Jest 22.56, skończyło się szkło kontaktowe, a ja mam w głowie takie przyjemne uczucie dobrze wykorzystanego dnia. Dzięki Arek, bo w głównej mierze to dzięki Tobie :} Powrót do przeszłości? z przyjemnością. Czekam na kolejne spacery...
Ta sama żabka z fimo, co wyżej plus kwiatek - jeden z projektów kolczyków. Bardzo sympatyczny materiał do obróbki :)
Dwie żabki z fimo :D i zdjęcie zrobione lustrzanką. Pierwsze - tu zdziwienie - telefonem ;) cóż no.
Żabki wy moje, trzymajcie się.
Tą żabkę dedykuję Ani, która musi siedzieć w półcieniu, ale wie, że warto:) no i na pocieszenie (ja wiem, że to małe pocieszenie w porównaniu ze Szkocją, no ale cóż:D
Rysunkowo. W ramach pomocy siostrze:} i do 10 czerwca wolne, a co :}
Przed kolorem i w kolorze. Temat: kapela ludowa w kubiźmie. Inspiracja naprawdę luźna. Zdjęcia z tablicy korkowej, a dodatkowo sama zauważam dużą inspiracje stylem Grisa Grimliego (który nawiasem mówiąc jest mistrzem groteski rysunkowej i jest rewelacyjny!)
Zdjęcia z telefonu, więc jakościowo kiszka. Może nie tak do końca, ale mimo wszystko:D
Jason Mraz, ołówkiem na płótnie. Aż mam dylemat, czy nie walnąć go w kolorze... może wpierw zrobię ksero/kolejny rysunek? mniejsza.

I na koniec coś dla smaczku:
Dzieło siostry. Pierwsza skibka pyszka. Druga wylądowała na półce od klawiatury, moich spodniach, krześle i podłodze. Kurde blaszka.
Mimo wszystko smacznego :}

1 Comment »

Z Ewą i Sylwią w poszukiwaniu kwiatu paproci.
(ani kwiatu, ani paproci)
Pasowałoby mi do headerka na kavie :} "can't touch this" Kto wie? może niebawem?
Ten motyw wymagał kilku akrobacji z obu stron, podrapanych rąk, kombinacji alpejskich, ale warto było dla takiego efektu :}
uch, mnóstwo robactwa tam było, nosz strasznie i trudno było znaleźć odpowiedni krzak, który nie miałby takich ozdobników, ale wspólnie dałyśmy radę.
Czerwone butki.
Ewaaa, zrób duże oczy ;D
A to mnie urzekło. Fajne światło, drzewa i w ogóle.
"Majkaa, a tam jest taka szpara! choodź!"
I kolorki.
Buszująca w zbożu
I Kasia.

Dobra, weekend minął sympatycznie, chociaż w piątek rano się nie zapowiadało. Generalnie miałam być w górach, ale dobrze się stało. W piątek pojechałyśmy z Sylwią do Krotoszyna. Było całkiem zabawnie. Wpierw Dawidki, Dareczki, później Marciny, Bartki, Mixery i inne Blendy. Sympatyczne popołudnie w bardzo sympatycznym towarzystwie. Sobota... nie wiem, już nie pamiętam. Aaa, wieczór z Mrazem :}
a niedziela? niedziele możecie oglądać wyżej. Plus miłe spotkanie z Kamilem (mam nadzieje, że nie będziemy musieli od jutra szukać dłutek... ew. druga opcja - obiecuję, że jak Cię będą boleć ręce, to Cię zmienię;)
No dobra, dzięki Wam wszystkim - szczególnie Sylwii i Ewie, bo było fajnie. Tak fajnie, jak już dawno nie pamiętam, żeby było...

a w głowie wciąż ta propozycja...

1 Comment »

Keep on smiling!
Dla moich wszystkich dzisiejszych dnio-umilaczy, za to, że chociaż generalnie jest beznadziejnie, to dzięki nim nie było aż tak okrutnie.
Jutro trochę więcej fajniejszych rzeczy. u.

2 Comments »

Fotograficzny Kolgejt Zdunowski: wieża nie_wiadomo_gdzie :}
edit: post numer 888
Jeśli ktoś wie, proszę, niech mnie poprawi. Ja pamiętam jedynie ogrom lasu, trochę błądzenia i mnóstwo śmiechu po drodze.
dodatkowo okrutnie strome schody i wredne zakwasy dwa dni później.
Ale warto było:} Dla tego widoku można było się trochę pomęczyć.
Coprawda, wieża chwiała się odrobinę, kiedy Blenda wespół z Kolgejtem pojawili się do góry. Trochę mi głupio, że nie zapytała Kingi, czy ma lęk wysokości...No i mimo wszystko pod koniec udało nam się namówić Kingę na chwilę wyjścia na taras :} Nie było tak źle, co?
I towarzystwo po drugiej stronie kanciapy :} Kasia, Bartek i Marcin. Blendowcy.
I jeszcze jedno, ostatnie zdjęcie z góry. Było całkiem wysoko.
I reszta klubu w górze. Śmiesznie wyglądają ludzie z tej perspektywy. To już wolę oglądać ich z góry :}

Krótko podsumowując wydaje mi się, że jako Kolgejt zaczynamy coraz fajniej i prężniej działać. Piątkowe spotkanie dwóch klubów było sympatycznym pomysłem. Jak tak dalej pójdzie, to powstanie jeden wielki projekt, tylko prosze, niech ktoś inny zatroszczy się o nazwę, bo znając moją tendencję poszedłby jakiś Signal, czy jakaś Corega (ta do protez) I kiit.
Dobra, ej. Kinga z Tomkiem stanęli na wysokości zadania i dojechali z Poznania do Zdun, co prawda w pewnym momencie zbłądzili na Kaczą Górkę i byli zszokowani znakiem "uwaga żaby". I dodatkowo w ciągu tych dwóch trzech godzin poznali w jakimś stopniu otaczający mnie świat. I te wszystkie ignory i inne dziwactwa. Napinaki i w ogóle :> ech. to był ciekawy dzień, mimo nieprzyjemnych kilku chwil. W pewnym stopniu Szymon zniwelował te złe. Spotkanie po latach, nieeeźlee :}

endżoj robaczki :)