2 Comments »

Dziecko Reklamy.
Ryba wpływa
na wszystko.
Tak to jest, jak ma się niewyleczoną angine i idzie na dwór.
Tak to jest, jak jest się dzieckiem reklamy i śpiewa "give me some fish give me, give me some fish..."
Wrzucam, bo Marcin miał napad śmiechu jak dowiedział się, że nie zdążyłam dokończyć napisu, bo mama mnie ściągnęła z dworu...
Ale Ryba wpływa wciąż jest na boisku i ma się dobrze.

Dobija mnie już ta zima i to wszystko. Wszędzie śnieg, ale nie biały, ładny tylko żółty albo szary. Do dupy raczej.
Jedynym pozytywnym uśmiechem na wieczór jest fakt, że Lao Che wydają niebawem kolejną płytę. To już 4 i za każdym razem zadziwia.

3 Comments »

Wschód słońca nad Tatrami...
tych widoków nie idzie skomentować tak, żeby oddały prawdziwe piękno rzeczywistości.
Klimat niesamowity. O wpół 7 pobudka, Ewela spacyfikowała i stwierdziła, że z łóżka się nie rusza. Jej strata :> Ja wpakowałam się w lansiarski strój śniegowy i ruszyłam w trasę. 5 minut później moim oczom ukazały się takie widoki... Tego ranka góry były wyjątkowo wielkie. Majestatyczne i niesamowite. Oglądane ze Studzionek były zupełnie nierealne...
Gra świateł pierwsza klasa!
No tak, chronologia znów poszła w las ;>
Takie cuda wyłaniały się powoli spod grubej pokrywy chmur.
cud-miód-maliny. Dla takich widoków warto było podnieść się o tej godzinie....
W takich miejscach tęskni się jakoś inaczej.
Mieszkać tak w środku nieba na ziemi. Zazdroszczę.
Panoramka o poranku.
Babcia i Dziadek w dniu ich święta :)
widoki rewelacja.
i te też.
Prawie jak czarno-biało ;}
Dach kościoła w Ochotnicy Górnej.
Widoki niesamowite. To co tam widać to nie mgła, tylko chmura. Wrażenia pierwsza klasa :>
Drzewa jak z bajki...
Nasza grupka na trasie do sklepu w Ochotnicy. Jakieś pół godzinki drogi od domu i pół godzinki drogi na dół jeszcze przed nami. Humory dopisywały, ale tak to już jest, kiedy chodzi się z głową w chmurach :}
Nasze zapasy :D Jogurtów starczyło na tydzień... ;> ciastek na dwa dni, a paluszki na kilka filmowych seansów...

No tak, w jeden wieczór udało mi się ponownie podejść do tych zdjęć i streścić dwa dni w jeden. Zresztą, jakie tam streścić. To po prostu kilka fajnych widoczków i trochę literek. Tak naprawdę nie jestem w stanie opisać wam tego wszystkiego co tam się działo. Tych wszystkich uśmiechów, rozmów przy kolacji, spacerów, zabaw na śniegu, nocnych seansów, śmiechów, bałaganu w pokoju, pszczół z żądłami i bez. Oceanów, karaoke do 3 w nocy, podrywu na młotek i grzybowej u świń. Wszystko to wydaje się być tak cudowne, że aż nierealne. Nie mogę doczekać się wiosny, bo wtedy pojedziemy na krokusy!
Dziś na świetlicę zawitał Marcin, fajnie Cię było spotkać w nowym roku :} kto wie, może uda Ci się znaleść czas na fioletowe łąki.
Łukasz w Angli, PWS w Ameryce. Światowo się zrobiło, tylko Maja wciąż na wsi.
Ale tu mi dobrze. szkoda, że bez was, ale mimo wszystko dobrze.

2 Comments »

Studzionek czar...

Takie widoki przywitały nas u podejścia na Studzionki.

Niedaleko dalej, pomiędzy kolejnymi kępkami drzew dało się wyrwać przyrodzie takie obrazy. To był ostatni dom, który mineliśmy. Przed nami około godziny wędrówki.

i spojrzenie za siebie... dzień się budzi.

ostatnie z tych, które nie zdążyły spaść

Ewelina na szlaku :> na pytanie "daleko jeszcze?" odpowiadała, "majkaaa, to dopiero 1/15 drogi" a ja już nie miałam siły...

Dopiero się wspinam, ale widoki są ekstra. Po godzinie wspinaczki pokazały się takie czary, że zmęczenie po 10 godzinach podróży i godzinie spaceru w górę nagle uciekły gdzieś.

Widok na Tatry od strony podejścia od Szlembarku, już prawie Studzionki:)

Dolina Ochotnicy. Zejście na dół ze Studzionek zajęło nam jakieś 40 minut. O dalszej drodze nie wspomnę, bo Ochotnica to najdłuższa w Polsce wieś (ponad 30km). To takie ciemne na środku to kościół ;} do obejrzenia w następnych notkach.

Przyczajone gdzieś przy drodze.

Oszadziałe, odrealnione. Martwe i piękne.

Pokój z widokiem na Tatry. Taaak. ;}

Krajobraz postapokaliptyczny.

W szarym polu, biały krzyż nie pamięta już kto pod nim śpi... Zdjęcie "żywcem" wyciągnięte z aparatu. Tak, takie zamarznięte "cosie" wystawały na każdym kroku z ziemi. Zupełnie jak w Dolinie Muminków. Hatifnatowie wersja zimowa. A drzewa... drzewa jak z lukru, z wosku, z porcelany?

na żywo wszystko prezentuje się lepiej.

Landszafciki.

Tatry widziane ze ścieżki gdzieś w Studzionkach.

Maluszki kładą się spać.

Dom państwa Chrobaków ma niesamowity klimat. Niezaprzeczalnie.

Kawałek Zakopanego. Szaro.

Stoiska z różnymi góralskimi gadżetami

i tu też.

I na Gubałówce ten domek mnie urzekł. Chyba najbardziej z całej podróży do Zakopanego.

Góralska chata

Widoczność z Gubałówki średnia, ale nie narzekaliśmy :}

pamiątkowe foto na tle. A chwile później gorąca czekolada.
W domu czekał na nas taki przyjemny widok :)

To dopiero pierwsza część zdjęć. Wspominam sobie, bo mi smutno i idzie sesja i ciężko generalnie. Dziś jeszcze nie będzie podsumowująco i opisująco wyjazd, bo za dużo się działo, żeby to tak szybko streścić. Teraz inne myśli w głowie. Nie potrafię się połapać. Potrzeba mi kogoś, kto mnie weźmie i sklei. Póki co jest Agatka, której dziękuję, i Ewela miała po 11 wpaść na kave, ale chyba jeszcze jej nie ma... zresztą.
ech.

No Comments »

Śniegu.

Będziemy w kontakcie.

Taaak. przede mną 8 dni w Studzionkach.
 
 Więc ruszyłam dziś na spacer, żeby powoli wczuć się w śnieżny i mroźny klimat.
 
 Tu też jest sympatycznie, ale wszystko i tak na nic w obliczu gór, które nagle wyrosną nam za oknem i które przez 8 dni i nocy będą mamić nas swoją niezmierzoną i niewzruszoną potęgą.

A czas zleciał tak szybko. Jakby wczoraj Ewela zaczęła odliczanie od 50.

Pamiętam tą radość, wtedy w pizzeri, kiedy powiedziała mi, że jadę. Że w końcu zobaczę to, co do tej pory znałam tylko z opowieści. Fascynujących historii i rozmarzonych oczu opowiadających o tamtym miejscu.

I w końcu po tylu tygodniach oczekiwania przychodzi mi spakować torbę. Ale nie mogę...

Nie mogę się zmobilizować i ogarnąć wszystkiego raz a dobrze. Podchodzę do tego już od wczoraj i wciąż coś mnie odrywa. To musi przyjść samo. Impuls - pakuj sie, Maja. Zupełnie jakbym słyszała jego głos.

Kurcze, czuję, że to będzie przełomowy wyjazd. Taki, który zmieni coś na zawsze. Nie wiem, co to jest, ale czuje, że to coś dobrego.

a tak zmieniając temat - Zduny mi zasypało ;) i dopiero teraz, po tygodniu jakby nagle ktoś sobie przypomniał, że warto by było je odkopać jednak ;) Ja tam się nie gniewam, zdecydowanie ładniej wyglądały w takim zakłopotanym przykryciu, gdzie ludzie rozpaczliwie drążyli ścieżki w tunelu a dookoła hulał cudownie biały śnieg. 

Ale teraz jest szaro i ponuro. Ma to swój urok, ale wolę tą czystość pierwszego śniegu i ten spokój z którym płatki siadają na ramieniu...

Do zobaczenia za półtora tygodnia. Jadę przywitać góry :)