Fotograficzny kolgejt zdunowski: spacer za Cukrownią.
Na tą lampę planowaliśmy się wdrapać, ale trochę nam nie wyszło. Przyszedł ochroniarz z psem pytając co my i zacz i w ogól. i po imprezie było.
Bardzo popularny motyw ;) Gigantyczne dmuchawce. Ach, jakież to kombinacje nie odchodziły, żeby je jak najładniej uchwycić...
Ha, to płotek od takiego mikroskopijnego zbiornika wody w którym zawsze wieczorami koncertowały żaby. Teraz koncentrują się tu tylko i wyłącznie worki na śmieci. Ja chyba nie lubię ludzi.
A to się tak perfidnie przyczepiało do skarpetek i butów i spodni i kuło w nogi i boliło, ale całkiem przyzwoicie prezentowało się na zdjęciach. Bez żadnych modyfikacji.
Halo Moskwa! zupełnie przypadkowo ;)
Kwiatek, ale jeden z takich, których mimo wszystko nie chciałabym otrzymać w prezencie ;}
i makro trochę inne, na próbę :) całkiem całkiem biorąc pod uwagę wiatr i wsio inne.
Ślimak Ślimak pokaż rogi, dam Ci sera na pierogi. Jak byłam młodsza to zastanawiałam się jakie to są te "pie" rogi?... ;}
Jeden z tych big dmuchawców od środka. szalone.
All we are it's dust in the wind...
Zachód słońca. Ten jaśniejszy punkcik to pole bitwy dla większości kolgejtowych uczestników :) No trzeba było jakoś ulokować tego dmuchawca, nie?
This is the end.

Kiedy już wszystkie dmuchawce uległy niekoniecznie autodestrukcji wtedy i my ulotniliśmy się z tego uroczego zakątka, gdzie rosną zmutowane chaszcze i dzikie poziomki (swoją droga pyszka ;))
Kolejny plener niestety dopiero w przyszłym roku... chyba że znajdzie się coś w międzyczasie co by było całkiem fajną alternatywą i w ogóle ;)

This entry was posted on poniedziałek, 30 czerwca 2008 and is filed under ,. You can follow any responses to this entry through the RSS 2.0. You can leave a response.

One Response to “ ”

Karina pisze...

świetne zdjęcia :D Najbardziej podoba mi się mak :D Mam do tych kwiatów dziwny rodzaj słabości...:) pozdrawiam..:)