Zima na ramiona moje spadła...



Uch, po kolejnej długiej przerwie kolejny krótki powrót. Mam nadzieję, że znów na nowo odrodzi się kavenawe. Bo tak czasami sama stwierdzam, że wrednie zaniedbuję to moje pudełko wspominkowe.
Jest zimno, jest śnieg na dworze. W stanie ciekłym już przeważnie, ale jeszcze chwilę temu był śniegiem. Cóż, taka kolej losu. Pierwsza sesja za mną. Chyba już o tym wspominałam, prawda? Kilka sesji (zdjęciowych) jeszcze czeka na publikację, więc wkrótce. Tuż-tuż! Jak wrócę do domu, dodam drugą część zdjęć ze spaceru tyle że już po mieście. Brakowało mi takich wypadów. Do lasu, z aparatem, w absurdalnych warunkach. W jakiejś tam części już jest dobrze.
W piątek kolejny wypad do Poznania. W planach kilka koncertów. SDM, Lao Che, COMA, Indios Bravos, może Muchy/happysad jak dobrze pójdzie. Generalnie jest fajnie. Wreszcie po tylu miesiącach zaczynam odkrywać nowe aspekty bywania w Poznaniu. J. nie miej mi tego za złe, ale teraz na własną rękę idę poznawać świat.
I książki. Dużo książek. (za oknami przejeżdżał bardzo hałaśliwy traktor, wybaczcie, musiałam spojrzeć ;) Empiki w piątkowe wieczory mi nie służą. Prawie skolekcjonowałam serię Naszej Księgarni - Muminki. Jeszcze 3,4 części i będzie super. W końcu jako przyszły kulturoznawca muszę poświęcić się i literaturze ;D jak to dobrze, że są w moim otoczeniu osoby, które myślą podobnie...
Tak se myśle, że po takim czasie moge sobie komuś dedyknąć ów post.
a więc - Adze (za "wykłady" w kawiarni), Sylwi (za muchę i wtorkową ukrytą kamerę), panu Be (za budzenie), Moi (za inne spojrzenie na świat)
no, będzie tego.