1 Comment »

Dni Zdun 2008 część druga i ostatnia.
Przez niego dobre trzy dni chodziłam i śpiewałam "tel mi tel mi łot ju łont łot ju ryli ryli łont!"
Krasnoludki
zaintrygowało mnie to spojrzenie.
Spajsetki.
Jagoda przed występem.
I w trakcie występu.
I po występie. Scars się rozkłada. Na scenie się rozkłada.
Edit: Racja, może i trochę przesadziłam, ale nie chodziło mi o wyśmianie "tragedii" tego gościa, tylko o ukazanie podobieństwa pomiędzy tymi dwoma motywami. Czasami takie drobne, niepozorne momenty okazują się być naprawdę istotnymi, ale często nie zwracamy na nie uwagi. Rozumiem, że może to być szokujące, oburzające ble i w ogóle. Apropos ucięcia - nie pcham sie tam, gdzie wiem, że nie dam rady, lub się zabiję po drodze. A on? Ryzyko "zawodowe".
Scars gra.
A Kryś macha pojerkami. Chwilę po zrobieniu tego zdjęcia wylądowałam pod sceną. Wstyd jak sto pięćdziesiąt i tysiąc pięćset. Ale nie dałam po sobie poznać. Nee, nee! :> Chodzą słuchy, że mój cudowny upadek został nagrany, ale chodzą widy, że jest tylko myk, jak gdyby włosy wsysał jakiś wielki wir a chwilę później myk, jak siedzę i robie zdjęcia. Grunt to trzymać grunt. Choćby zbliżał się z szybkością światła czy coś.
Spodobał mi się ten motyw.
Hubert skupiony.
Reniu ujogłowy ;D i kupa dymu wokół.
Scarsi po koncercie. Chopaki, przypadkowo macie cały skład ;))
(przeznaczenie?)
Daj! daj! daj!
Piotrek. I moje ulubione Piotrkowe zdjęcie z tamtych dni.
Igor. Sympatycznie.
Wodzirej z Czeczenland band.
look behind you.
Zawsze jest pora na lo... autografy.
Pan się zmęczył i przysypiał na skrzypcach.
a ci panowie przysiedli na skrzynkach czekając aż będą mogli się rozłożyć na scenie.
I takie niebo nam migało i takie chmurki nam błyskały.
Wokalistka Brathanków. Przesympatyczna i strasznie speszona.
Cybergrajek akordeonowy. Coś w deseń robokopa ;}
Maskował się.
Prawdziwa gwiazda nosi na plecach gwiazdki ze światełek.
Portretowo.
Podobały mi się kolory, które układały się na jej włosach.
Jak na Zduny, to sporo ludzi przyszło. Serio serio :)
Ach, zapomniałabym o najważniejszym. A mianowicie miejscu, z którego było robione to zdjęcie. Nie tam żadna scena. bo ta to już mi przestała wystarczać. Nie żadne "zabarierki" bo te też są passe! Przy pomocy pana Tomka i niesamowicie "lotnych" ochroniarzy udało mi się wdrapać na dach kontenerka w którym wcześniej przygotowywali się do występów artyści. Całkiem miłe doświadczenie, patrzeć na świat z wysokości 2.5m, stąpać po dziwnej powierzchni i nie mieć żadnych normalnych perspektyw na zejście na ziemię.
I fajnie było widać scenę z boku :) A po chwili z mroku i z tłumu pojawiła się drabka, po której bezpiecznie udało mi się zejść na dół. Żyję i mam się dobrze skubańce.
Natchniona :>
I ze sceny. Aż się sama podziwiam teraz po czasie, że wtedy nie spadłam i nie zabiłam się na śmierć. W końcu było tyle okazji...
Fajne kolorki. Powtarzam się, prawda?
I ten pan też nieźle grał. Podobało mi się. No, no. No ;]
I ludzi tłum. Ha.
I kolejne gwiazdkowe ujęcie. Podoba mi się.
A to zdjęcie tylko po to, żeby poglądowo pokazać, jak to się chodzi po dachach :}
"A masz zdjęcie tłumu robione z podestu perkusji?!" Teraz mam.
Ochrona. Dosyć powolnie kapująca, ale sympatyczna mimo wszystko :)
I te z tyłu mi się podobały bardzo.
I niewiedzieć czemu to zdjęcie mi się podoba, tak max. No wam nie musi.
Brathanki mówią "pa pa!". Jeszcze chwila, a nie zdążyłabym na pożegnanie, a wszystko przez moje buszowanie po dachu. Jakby nie patrzeć takie dachowanie ma swoje dobre i złe strony. Dobra to ta od strony sceny a zła ta od strony nie sceny. Dodatkowo od strony sceny była drabka. Drabka, o ile jest stabilnie ustawiona na ziemi i ma szczebelki to też jest dobrą stroną. Gorzej, jak wszyscy asekuranci uciekli a drabka chwieje się niebezpiecznie.
I Brathanki w kontenerku 1051. sympatyczna ekipa, przyzwoita muzyka, wesoły koncert. Podobało mi się. Dodatkowym plusem był fakt otrzymania od tego pana w pasiastej koszuli pałeczek do perkusji z tegoż dzisiejszego koncertu + autografy na nich. Tak w ramach urodzin. Wesoło :}

Co się działo później?
krótko po północy odśpiewanie przez Natalione "Sto lat" przy kiełbasie za pamiętne taloniki ;> Później odtańczenie tego specyficznego tańca do muzyki z tego teledysku co klocki lego se jeżdżą. W związku z tym odtańczeniem jest związana inna historia - pewien ciekawski pan od nagłośnienia zajrzał nam do kontenerka w momencie naszego świętowania i mówiąc w skrócie "przyłączył się" do nas. No i słów kilka o wyprzedażach i takie tam. A później zgrabna wymówka i szybki myk do domu.

Podsumowując - Ja chcę jeszcze raz! ;)

2 Comments »

Dni Zdun 2008 część pierwsza
Najpierw turniej szachowy o puchar Burmistrza Zdun. Strasznie chaotyczna i spontaniczna akcja z tym całym turniejem, przynajmniej dla mnie. Robiłam sobie spokojnie zakupy, kiedy nagle telefon - przyjdź na kręgielnie, z aparatem. SZYBKO! no to dawaj. Chwilę później już biegłam do ratusza po pieczątki na zakupy i z powrotem biegiem na kręgielnie. "Proszę ich jeszcze czymś zająć przed ogłoszeniem wyników, ja już biegnę!".
Powrót do domu był nieco spokojniejszy. Od godziny 13 w kościele trwała msza za chórzystów, którzy mieli akurat swoje 85-lecie. Bogu dzięki, mogłam przyjść dopiero przed 15, niestety niektórzy nie mieli takiego szczęścia, co dosyć zabawnie odbiło się na nas później;}
Dosyć smutny motyw. Tym bardziej, że znam tą kobietę i ona zawsze tak na uboczu i sama. Smutna historia w ogóle.
Jeden z orkiestrantów.
Kobieta oglądająca Cyfrowy Polsat ;)
Dzieciaczki oglądające pochód orkiestry i chórów.
Wygląda co najmniej jak w górach, a to tylko Zduny :)
No helou, ja tu tylko sprzątam!
Bo elegancko trzeba wyglądać wszędzie, nawet przy toi-toiach
"czasami chciałabym, żeby tęczowy kucyk porwał mnie do krainy marzeń..." uwielbiam bajki na Disnej Szanel :}
Ludzie Zdun. Lubię tę serię, bo pokazuje ludzi jakimi są, bez pozowania i sztuczności.
Time to tea! Chwila odpoczynku w "biurze organizatora"
Mimo wszystko najfajniej na zdjęciach wychodziły dzieci. Rodzeństwo.
I mój ulubiony malutki model z Dni Zdun. Wcześniej spotkałam go na festynie w szkole, podczas malowania dzieciom twarzy. Ostatnio polubiłam dzieci za nieodgadniony umysł i maksymalnie szczere i nietłumione emocje.
"łaaaał! 8D" <- przypomina mi się za każdym razem kiedy spotykam go na mieście. Wesoła historia.
Tu-ri-ru-ri-ru!
"chwila dla fotoreportera"
Gitara. Whiskey river.
Młode wilki. Młode blokersy. Moje sąsiady.
Zdjęcie samo w sobie jest dziwne. Ale za każdym razem kiedy na nie patrze, chce mi się śmiać. Jedno z ulubionych dziecięcych w ogóle :) z tym cudownym niekłamanym dziecięcym zachwytem i spontanicznością. Brak mi tego.
chwila odpoczynku.
Dzieci próbują swoich sił na scenie. Nie słuchałam ich. Dziwne, nie? Kiedy robie zdjęcia nie skupiam się na niczym poza tym. Dopiero w momencie kiedy je oglądam przypominam sobie, co działo się właśnie w tej chwili. Czy to nie jest czasem coś w stylu "wycinania" kawałków z mojej pamięci?
Whiskey River w pełnym składzie
Dance, dance! z tym panem związana jest także dosyć zabawna historia. Wydaje mi się, że był pod wpływem, ale udało mu się zgromadzić pod sceną większą publiczność niż sam zespół Whiskey River. Ha! miał patent! W szaleńczym tańcu rozdawał swojej młodej publiczności kasę, przez co zgromadził jeszcze więcej gapiów, którzy mogli podziwiać jego podrygi, które zakwalifikowałabym do niesklasyfikowanych :>
No. (piszę no, bo nie wiem co napisać. Nie wiem co napisać, bo nie znam tych państwa. Wiem jedynie, że to coś z Whiskey River.)
Tegoroczną atrakcją pierwszego wieczoru był DKA. Całkiem sympatyczny gość. Przed koncertem stremowany i skupiony. Człowiek jak każdy z nas.
"hm, małe spóźnienie... Jakby co powiemy, że się tak długo rozkładał." czyli sytuacje przed koncertowe.
Miło się z nim rozmawiało. Na koncercie dał z siebie wszystko. I mimo iż nie przepadam za muzyką wykonywaną przez niego, koncert uważam za dobry.
I chyba nie tylko ja tak uważam, bo chwilę po jego zejściu ze sceny koło naszych kontenerków ustawiła się rzesza fanów i fanek, którzy swoim piskiem zagłuszali całe nocne życie stadionu. Wkurzało mnie to czerwone światło :>
Botki @ndzi :} wpadła na chwilę, od razu na scenę, tuż koło mnie, zrobiła kilka zdjęć i uciekła.
Przesympatyczny gest DKA. Zaprosił na scenę kilka swoich fanek. W tym chyba największą zdunowską fankę - Emilę.
I moje ulubione z koncertu DKA. A raczej z pokoncertu, kiedy to rozdawał cierpliwie autografy i pozował do zdjęć.
Fajnie mieć plakietkę "Organizator 007"
DJ.
I na deser mój najulubieńszy portret ever. Tak. Arek. Przez przypadek tęczowy chłopak ;) Jedyną modyfikacją tutaj było poprawienie kontrastu. Szczerze powiedziawszy, odwiedziny Arka na Dniach Zdun były dla mnie chyba najkolorowszym akcentem tej imprezy. Dawno Cię nie widziałam Dziadu;D Dzięki za płytki, szkoda tylko, że zapomniałeś je wziąć... no to czekam, aż wrócisz znów. Zupełnie jak Włóczykij na wiosnę.

Podsumowując pierwszy dzień imprezy:
Początek był trudny, jak to początek. Gorąco i patetycznie. Ludzie dopiero co się schodzili więc było trochę drętwo. Później zaczynało się robić kolorowo. Tu jakieś tajemnicze zaginięcia ;) tu spacery po wodę i coraz to nowe teorie spiskowe, odwiedziny, strasznie pro wyglądający kontener (tu pokuszę się o drobny opis;): tata przywiózł mi laptopa, żebym mogła zgrać sobie zdjęcia z aparatu. Arek też pokusił się o to samo więc wybraliśmy się do jego auta po kolejnego laptoka. Kiedy wróciliśmy do naszego kontenerka na stole wylądowały dwa laptoki, dwa aparaty chyba z milion baterii, kilometry kabli i kilka ogromnych obiektywów. Nie liczę już toreb, które zalegały całą powierzchnię wokół nas. Chwilę później do kontenerka wkroczył DKA, spojrzał, że tu tró i pro. I pewnie już się cieszył, na ten milion zdjęć. A tu się Arek zwinął. I tyle z miliona zdjęć... ;)
Ale i tak najlepsze było na końcu. Kiedy to DJ puszczał muzykę, której raczej nie trawimy. Mówiąc "trawimy", mam na myśli siedzących w kontenerze 3 organizatorów. Ale to buńczucznie brzmi ;) ale te historie pozostawię w swojej głowie. Nie każde słowo musi być spisane. A tamte słowa trudno spisać i streścić, żeby nie pogubić treści.

End of transmiszyn.
Drugi dzień za chwilę.

No Comments »

Hagada w Rendez vous
Chwila odpoczynku przed koncertem. Ostatnio mam jakąś fazę na tego typu zdjęcia.
Jeszcze pustki. Jednak tylko na mini scenie. Sala była wypełniona po brzegi i trudno było w ogóle się poruszyć. Nieźle, jak na Zduny i jak na taką imprezę.
Przygotowanie do występu.
Raz, dwa, trzy, gramy!
Przy okazji tego zdjęcia zawsze przypomina mi się Czesław Mozil z projektu Czesław Śpiewa. Żal dupe ściska, że wtedy nie dałam rady zjawić się na tym koncercie...
Cudny dźwięk mają te dzwoneczki.
Wokal.
I jedno z ulubieńszych tego wieczoru.
W pewnym momencie udało mi się przedrzeć przez zatłoczoną salę i znaleźć kawałek wolnego miejsca między jedną nogą a drugą. Ciągle nie daje mi spokoju, w jaki sposób tych 7 muzyków pomieściło się na tak malutkiej przestrzeni.
Obserwator.
Zasłużony odpoczynek.

Oddech weź, już najgorsze jest za tobą. W końcu gdzieś będzie lepiej. Daję słowo.
Czyli Artur Rojek uspokajająco pobrzmiewa z głośników.
Jest raczej beznadziejnie, ale to znaczy tylko tyle, że jutro będzie lepiej.
Ah, nigdy więcej świętowania imienin do bólu brzucha. Bekonowe prażynki z Dino są dobre, ale co za dużo to niezdrowo. A jeśli są dodatkowo okraszone "cudnymi" wiadomościami z frontu to to już zupełnie dziękuję, wysiadam.
Wkrótce więcej.


nic się nie stało
kolejny idzie dzień...