Meksykańska zima.
Przygotowania do wejścia na lodowisko. Było śmiesznie:} Od lewej Jacek, Cris, Ania. Poznań. I przy wejściu na lód "uważajcie, bo ślisko".
Krótki odpoczynek. Ou je.

Kościół poewangelicki w Zdunach. Zupełnie zapomniałam, że z tej perspektywy nieźle go widać.
Backstage z sesji kuligowej;) ha! Daaawno nie byłam na kuligu. 
Kuligowo. Ania, Boguś, Karolina, Ania i Cristian.  
Pod Poznańskimi światełkami :} 

Did you ever see a lama?  taa, dedykowane dla największej lamy tych dwóch tygodni. Ale aż szkoda cokolwiek mówić. 
No nic, było, minęło. Cris przyjechał 4 stycznia a później jakoś samo się potoczyło do 17. Troche komplikacji, atrakcji i mnóstwo śniegu. Dużo angielskiego, troche hiszpańskiego, a naawet migowego. Sporo fajnych chwil, tych mniej też i w ogóle kolorowo. I pomoc wszystkich z kawałkiem sumienia. Moich tu, w Zdunach i tam, w Poznaniu, ale już nie moich.  Cóż, takie życie. 
Fajnie jest generanie, chociaż mogłoby być lepiej. 
Podsumowując wyjazd - helo moto! :> 
o.

This entry was posted on wtorek, 3 lutego 2009 and is filed under ,,,. You can follow any responses to this entry through the RSS 2.0. You can leave a response.

2 Responses to “ ”

clavus pisze...

Nie wiedziałam, że lód jest śliski. To gdzie tak jest? W Poznaniu?

maiecka pisze...

też nie wiedziałam, aż do wtedy. Tak, poznań:) może dla nich to jakieś anomalie są, bo kiedy Zduny tonęły w śniegu, Poznań tonął w szarości bez śniegu... smutne :>